JESTEM WYKRZYKNIKIEM!

   Zdjęcie: Neda Navaee

JESTEM WYKRZYKNIKIEM!

Tekst: Jansson J. Antmann

Triumfująca… Magnetyzująca… Nieustająca owacja… tak krytycy opisywali występ Niny Stemme ze Stuartem Skeltonem w 2016 roku na koncercie Tristana i Izoldy w Hobart. Dwa miesiące wcześniej obie gwiazdy wystąpiły w tych samych rolach w Metropolitan Opera w Nowym Jorku. W listopadzie bieżącego roku Nina Stemme ponownie zaśpiewa w ekskluzywnym koncercie galowym muzyki Wagnera z Tasmanian Symphony Orchestra. Przed wyczekiwanym koncertem w Australii rozmawia z Janssonem J. Antmannem.

Stemme jest jednym z największych i najbardziej dynamicznych głosów współczesnej opery. Znana z występów w tytułowych rolach: Turandot, Salome, Elektra, i szeregu Wagnerowskich bohaterek. Regularnie występuje w najbardziej prestiżowych teatrach na całym świecie, w tym w nowojorskiej Metropolitan Opera, La scala w Mediolanie, Bayreuth Festival, Wiedeńskiej Operze Państwowej i Royal Opera House, Covent Garden. W ubiegłym roku szwedzka sopranistka została uhonorowana najbardziej prestiżowym wyróżnieniem w świecie opery – nagrodą Birgit Nilsson. W 2009 roku po raz pierwszy nagrodę tę otrzymał Placido Domingo, następnie w 2011 Riccardo Muti, i Wiedeńscy Filharmonicy w 2014 roku.

Gratuluję ci nagrody Birgit Nilsson. Jakie to uczucie? To przecież wielki zaszczyt!
Przytłoczona to mało powiedziane. nie mogłam uwierzyć, kiedy się dowiedziałam. Jestem nie tylko drugim śpiewakiem, ale także pierwszą kobietą, która tę nagrodę otrzymała. Docenienie mnie za uczciwą pracę, na tak wąskim polu jakim jest opera i dramatyczny śpiew, było niezmiernie inspirujące i motywujące. Czułam się wyjątkowo, ponieważ miałam okazję spotkać się z Birgit Nilsson kilka razy, mimo że śpiewałam wtedy zupełnie innym głosem, Stimmfach.


Król Karol Gustaw XVI wręcza Ninie Stemme nagrodę Birgit Nilssonzdjęcie: Fredrik Stehn

Czy to prawda, że szukałaś porady u Birgit Nilsson przed debiutem jako Izolda, w Glyndebourne w 2003 roku?
Śpiewałam wówczas rolę senty w Latającym Holendrze w vlaamse Opera w Gandawie. Birgit Nilsson od dawna wiedziała o zaproszeniu do Glyndebourne, więc napisałam do niej, że według mnie w roli Senty osiągnęłam już granice mojego głosu. Odpowiedziała, że wcale tak nie myśli, i że słyszała, że zostałam zaproszona do zaśpiewania roli Izoldy w Glyndebourne. Można powiedzieć, że była wystarczająco przychylna, wręcz zachęcała mnie do występu. Wiem, że nigdy nie namawiałaby nikogo bez przekonania – była bowiem bardzo szczera i bezpośrednia. Birgit Nilsson sprawiła, że poczułam się jakbym była jej równa. Takie podejście bez cienia wyższości było bardzo wielkoduszne, biorąc pod uwagę, jak wielką była artystką i śpiewaczką. Była bardzo przyjacielska, chociaż zdawałam sobie sprawę, że przecież to gwiazda wielkiego formatu. W końcu zgodziłam się na rolę Izoldy i zapytałam, czy mogłabym jej to kiedyś zaśpiewać. Odpowiedziała, że jestem zawsze mile widziana. Problem polegał jednak na tym, że nigdy nie czułam się gotowa, aby jej to zaśpiewać, i straciłam na zawsze okazję, kiedy zmarła.

Nagroda Birgit Nilsson, którą ci wręczył sam król Szwecji Karol XVI Gustaw, ufundowana przez legendarną śpiewaczkę w trosce o przyszłość opery, jest przyznawana w uznaniu za wkład w utrwalanie tej formy sztuki. Jak można zachować dziedzictwo Birgit Nilsson?
Gdziekolwiek śpiewam widzę wyprzedane sale. Odczuwam miłość i entuzjazm publiczności, i czuję, że mam z nią kontakt. Musimy dawać z siebie wszystko, ale powinniśmy zadbać też o to, aby powstawały nowe opery. Potrzebujemy znacznie więcej zleceń na nowe spektakle dla różnych głosów, aby rozszerzać operową publiczność. Mam nadzieję, że dzięki nagrodzie będzie nam łatwiej osiągnąć ten cel.

Kolejnym kryterium nagrody Birgit Nilsson jest wierna służba spuściźnie kompozytora. Twoje nazwisko kojarzy się dziś z muzyką Ryszarda Wagnera, który często mówił, że pisze muzykę z wykrzyknikiem.
Myślałam, że dramatyczny sopran jest wykrzyknikiem! (śmiech)

Nina stemme w roli Turandot w nowojorskiej Metropolitan Opera, zdjęcie: Marty Sohl

Z definicji dramatyczny głos sopranu unosi się nad całą orkiestrą, podczas gdy sopran wagnerowski jest często opisywany jako głos o heroicznych proporcjach i niezwykłej muzykalności. Niewiele śpiewaczek osiągnęło tak wielkie wyżyny, a Kirsten Flagstad i Birgit Nilsson powszechnie uważane są za jednoznacznie wagnerowskie soprany. Jak to jest promować wspaniałą tradycję tych dwóch legendarnych śpiewaczek?
To ekstremalny rodzaj głosu i muzyki. To jednocześnie najważniejsza część solowa i orkiestrowa. Niełatwo to wyjaśnić, ale jest to bardzo ekscytujące, ponieważ muzyka Wagnera jest bardzo emocjonalna. Jego słowa są tak specyficzne i melodyjne same w sobie. W niektórych przypadkach wymyślił własne słowa i sylaby, a to bardzo do mnie przemawia, gdy śpiewam Wagnera.

Jesteś uznawana na całym świecie za jedną z najwybitniejszych śpiewaczek, która specjalizuje się w Wagnerowskich bohaterkach – Izolda, Brunhilda i Kundry. Czy któraś z tych ról jest twoją faworytką?
Śpiewanie tych ról to najlepsza rzecz jaka mogła mi się przytrafić. Wszystkie trzy role są bardzo różne. W Brunhildzie mieszczą się co najmniej trzy postaci, jeśli nie więcej, to wszystko z powodu bardzo długich fraz muzycznych i to przez co najmniej trzy wieczory. zaczyna jak bogini, zanim staje się bardzo ludzka, więc jako kobieta mogę się z nią identyfikować. Za równie wyzwalające uważam śpiewanie gniewu Izoldy na początku Tristana i Izoldy, zwłaszcza gdy śpiewam to dla innych kobiet. Wierzę, że gniew, który ona ma, jest uniwersalny, podobnie jak jej miłość i nienawiść do tej miłości. Jeśli chodzi o Kundry, jest to znacznie krótsza rola, ale idee, które ją otaczają, są wieczne. Nie potrafię wybrać jednej z tych trzech postaci, a mam szczęście, że mogę śpiewać wszystkie trzy… przynajmniej przez jakiś czas w moim życiu.


Nina Stemme w roli Kundry i Jonas Kaufmann w roli Parsifala, zdjęcie: Ruth Walz

W ubiegłym roku wystąpiłaś jako Kundry wraz z Jonasem Kaufmannem w przełomowej produkcji Parsifal Bayerische Staatsoper, dziele Georga Baselitza. Występowałaś już w przeszłości w wyjątkowych, artystycznych interpretacjach oper, jakie masz wspomnienia z udziału w realizacji jego unikalnej wizji?
Wcześniej występowałam w Królu Kandaules Aleksandra von Zemlinsky`ego w Salzburgu w 2002 roku. Miał także bardzo artystyczną scenografię zaprojektowaną przez Alfreda Hrdlickę. Ale w przypadku Baselitza scenografia była w pewnym sensie dwuwymiarowa, tak jak jego obrazy. Do nas, wykonawców, należało dodać wymiar głębi – charakteru i scenografii – w każdy możliwy sposób. W dramatycznym sensie nie było to łatwe i dlatego ściśle współpracowaliśmy z reżyserem, Pierre Audi, aby uwypuklić tę wizję. Ważny był nasz sposób poruszania się. Jako śpiewaczka zawsze staram się odnosić do scenografii. W tym przypadku jednak musiałam zaufać reżyserowi, bo byłam częścią scenografii lub obrazu Baselitza. Tak naprawdę nie można się odnieść do dwuwymiarowego odwróconego drzewa, jednak udajesz, że można. Jest to jednocześnie dość trudne, a zarazem ekscytujące.

Spotykasz się z różnymi interpretacjami wizualnymi, ale nie tylko. Przedstawienia Parsifala często różnią się długością odkąd Ryszard Strauss, dyrygując Parsifala w 1933 roku podczas festiwalu w Bayreuth, skrócił operę o 45 minut. Czy to kiedykolwiek sprawia ci problem?

Tempo nigdy nie jest parametrem absolutnym. Jestem bardzo zmartwiona i nawet trochę niechętna jeśli czuję, że tempo będzie identyczne każdego wieczora. To zależy od publiczności, dyrygenta, mojego ciśnienia krwi i tego, jak dobrze spałam poprzedniej nocy. Jest tak wiele czynników, które wpływają na tempo, więc cieszę się, że Parsifal może być o 45 minut dłuższy lub krótszy w zależności od dnia. To po prostu nie stanowi dla mnie problem i nigdy nie wymagam dokładnie takiego samego tempa w różnych występach.

Nina Stemme w inscenizacji Zygfryda w San Francisco, zdjęcie: Cory Weaver

Jesteś znana z udziału w wyróżniających się produkcjach na całym świecie. Jednym z przedstawień, które zagrałaś w wielu inscenizacjach, jest Turandot. Śpiewałaś ją w San Francisco, Sztokholmie, La Scali i na festiwalu Dalhalla Opera Festival w Szwecji. Cieszysz się z powrotu do tej roli, w kultowej produkcji nowojorskiej Metropolitan Opera legendarnego reżysera i projektanta, Franco Zeffirellego, w 2020?
Inscenizacja Zeffirellego jest nadal na scenie, zachowana na tym samym poziomie. Jestem bardzo dumna, że brałam w niej udział w 2016 roku i cieszę się, że wrócę do tej fantastycznej produkcji w przyszłym roku.

Twój pierwszy występ w tej inscenizacji o mały włos nie przebiegł zgodnie z planem?
Kiedy po raz pierwszy wyszłam na scenę, byłam tak przestraszona, że prawie zapomniałam zaśpiewać moją pierwszą arię In questa reggia. To było w pewien sposób przerażające, ponieważ przed występem nie miałam próby na scenie. Scenografia składa się z wielu wąskich mostów, więc wyobraź sobie, że wchodzisz tam zaledwie kilka sekund przed śpiewaniem, z wielką fryzurą i treską na głowie, do tego wokół ciebie jest zasłona, która blokuje ci widok! Na szczęście wszyscy wokół mnie na scenie wsparli mnie wspaniale. Przeszliśmy przez to, a pozostałe występy poszły bardzo dobrze.


Nina Stemme i John Lundgren w Pierścieniu Nibileunga w Sztokholmie, zdjęcie: Markus Garder

Masz napięty harmonogram. Wystąpisz w Turandot w kwietniu przyszłego roku pod batutą Maestro Carlo Rizzi i zapowiada się, że będzie to jedna z głównych atrakcji sezonu 2019/20. Wcześniej, w lutym 2020 r., wystąpisz także w Zamku Sinobrodego Bartóka pod batutą Oksany Lyniv w Bayerischer Staatsoper w Monachium, a 2 listopada pojawisz się podczas uroczystego koncertu muzyki Wagnera z Tasmanian symphony Orchestra.
Bardzo się cieszę, że znów odwiedzam Hobart i śpiewam na kolejnym koncercie Wagnera z Tasmanian Symphony Orchestra i dyrygentem Marko Letonja. Jestem również bardzo dumna, że zaśpiewam z innym Szwedem, barytonem Johnem Lundgrenem. To będzie bardzo ekscytujący wieczór.

Z Johnem Lundgrenem nawiązaliście na scenie wspaniałą relację. W ubiegłym roku zachwyciliście publiczność rolami Brunhildy i Wotana w inscenizacji Walkirii reżysera Keitha Warnera w Royal Opera House w Covent Garden pod batutą Sir Antonio Pappano. Dwa lata wcześniej graliście razem te same role w inscenizacji Pierścienia Nibelunga reżysera Staffana Valdemara Holma w Sztokholmie. Lundgren wystąpi także w tytułowej roli w Zamku Sinobrodego w Monachium. Czego możemy się spodziewać na koncercie?
W nadchodzącej gali Wagnera w Hobart wystąpimy w programie, przedstawiającym sceny z Pierścienia Nibelunga, w tym Pożegnanie Wotana i Cwał Walkirii, scenie poświęcenia Brunhildy oraz muzykę żałobną Zygfryda ze Zmierzchu Bogów, a także wybór scen z Latającego Holendra.

Cieszy cię nie tylko udział w gali Wagnera, ale także powrót na Tasmanię?
Wyjazd do Australii w czasie, gdy jest bardzo szaro, zimno, ponuro i mokro w szwecji, jest przywilejem. Kocham tamtejszych ludzi, środowisko i przyrodę. Słowo „odświeżenie” nie wystarcza, aby opisać uczucie bycia tam. Podczas występów na Tasmanii możesz dać z siebie wszystko i jednocześnie naładować akumulatory. To po prostu cudowne! |

Sałatka z arbuza i fety

Nina Stemme poleca tę sałatkę na lekkie letnie wieczory.

Składniki:
700 g arbuza • 1 mała czerwona cebula • 180 g sera feta • 1 pęczek świeżej mięty • oliwa z oliwek z pierwszego tłoczenia

Pokrój miąższ arbuza na kawałki. Obierz i drobno pokrój cebulę, rozdrobnij fetę. Włóż wszystko do miski i delikatnie wymieszaj. Dodaj małe listki mięty. Skrop oliwą i przypraw czarnym pieprzem.

 


    Photo: Neda Navaee

I AM THE EXCLAMATION POINT!

Text: Jansson J. Antmann

Triumphant… Riveting… The clapping never ceases… thus proclaimed the critics of Nina Stemme’s 2016 performance alongside Stuart Skelton in a concert of Tristan und Isolde in Hobart. It was a coup for the Apple Isle. Two months earlier, both operatic superstars had performed together in the same roles at the Metropolitan Opera in New York. In November this year, Nina Stemme will once again appear in an exclusive gala concert of Wagner’s music with the Tasmanian Symphony Orchestra. She talks to Jansson J. Antmann ahead of her highly anticipated return to Australia.

Stemme is one of the greatest and most dynamic voices on the operatic stage today, renowned for her performances in the title roles of Turandot, Salome, Elektra and a range of Wagnerian heroines. She regularly performs at the most prestigious houses around the world, including New York’s Metropolitan Opera, La Scala in Milan, the Bayreuth Festival, the Vienna State Opera and the Royal Opera House, Covent Garden. Last year, the Swedish soprano was honoured with the most prestigious distinction in the opera world – the Birgit Nilsson Prize. Placido Domingo won the inaugural prize in 2009, followed by Riccardo Muti in 2011 and the Vienna Philharmonic Orchestra in 2014.

Congratulations on winning last year’s Birgit Nilsson Prize. How did it feel to receive such a great honour?
To say I was overwhelmed would be an understatement. I could hardly believe it when I found out. I’m not only the second singer, but also the first woman to receive it. It was so inspiring and encouraging to be acknowledged for honouring composers and working honestly in such a narrow field like opera and dramatic singing. It felt extra special since I’d had the opportunity to meet Birgit Nilsson a couple of times, even though I was singing in a completely different voice and ‘Fach’ at that time.


Presentation of the Birgit Nilsson Prize to Nina Stemme by HM King Carl XVI Gustaf
Photo: Fredrik Stehn

Is it true that you sought advice from Birgit Nilsson before your debut as Isolde at Glyndebourne in 2003?
I was singing Senta in The Flying Dutchman at the Vlaamse Opera in Ghent. Birgit Nilsson had known about the request from Glyndebourne for a long time and I wrote to her to say that I thought I had reached the limits of my voice with Senta. She replied that she didn’t think that at all, and that she’d heard I had been asked to sing isolde at Glyndebourne. One could say she was encouraging enough. she would never over-encourage anyone – she was very honest and straightforward. Birgit Nilsson made me feel like a peer, which was very generous of such a great artist and stellar singer. she was very collegial, even though I knew we weren’t on the same level. in the end, I agreed to perform the role of Isolde and I asked her if I could sing it to her at one point. She replied that I was welcome to come and see her anytime I wished. However, the problem was that I never felt ready to present it to her and I missed the opportunity before she passed away.

The Birgit Nilsson prize, presented to you by H.M. King Carl XVI Gustaf of Sweden, was borne of the legendary singer’s concerns for the future of opera and is granted in recognition of a contribution to perpetuating the artform. How can Nilsson’s legacy be kept alive?
Wherever I sing I see sold-out houses. I feel the love and enthusiasm from the audience and I feel that we are in contact. All we can do is our best, but I also believe that we need to ensure that new operas are composed. We need a lot more commissions of new operas for various voices to welcome a broader audience. I hope the prize will continue to help us achieve this goal.

Another criterion of the Birgit Nilsson prize is faithful service to the legacy of the composer. Your name is now synonymous with the music of Richard Wagner, who is often quoted as saying that he wrote music with an exclamation point.
I thought that the dramatic soprano was the exclamation point! (Stemme laughs).

Nina Stemme as Turandot at the Metropolitan Opera New York, Photo: Marty Sohl

By definition a dramatic soprano can sing over a full orchestra, while a Wagnerian soprano is often described as a singer of heroic proportions and extraordinary musicality. Few have achieved such lofty heights, with Kirsten Flagstad and Birgit Nilsson generally considered the definitive Wagnerian sopranos. What’s it like to further their great tradition?
It’s an extreme type of voice and music. It is the ultimate solo part and a part of the orchestra at the same time. It’s not easy to explain, but it is very exciting because Wagner’s music is so emotional. His words are so specific and musical in themselves. In some cases, he even invented his own words and syllables, and this speaks to me very strongly when I sing Wagner.

Today, you are recognised around the world as one of the preeminent interpreters of Wagner’s heroines – Isolde, Brünnhilde and Kundry. Do you have a favourite?
Singing these roles is the best thing that could have happened to me. All three ladies are so very different. Brünnhilde is at least three roles, if not more, over a very long stretch of music and at least three evenings. She starts off like a goddess before becoming very human, so you can relate to her as a woman. Similarly, I find it very liberating to sing Isolde’s rage at the beginning of Tristan und Isolde, especially to other women. I believe the rage she holds is universal, as is her love and her own hatred for that love. When it comes to Kundry, it’s a much shorter role, but the ideas that surround her are eternal. I can’t choose between these characters and i’m just so lucky to be able to sing all three of them … at least for a little while longer.

Nina Stemme as Kundry and Jonas Kaufmann as Parsifal, Photo: Ruth Walz

Last year you starred as Kundry alongside Jonas Kaufmann in the Bayerische Staatsoper’s landmark production of Parsifal, designed by Georg Baselitz. Having performed in some very unique artistic interpretations in the past, what was it like to step into his distinctive vision?
i had previously performed in Alexander von Zemlinsky’s Der König Kandaules in Salzburg in 2002. That also had an artistic set designed by Alfred Hrdlicka, but with Baselitz it was a lot clearer because, in a sense, it was a two-dimensional set, just like his paintings. It was up to us, the performers, to add the dimension of depth – depth of character and depth of set – by every means possible. It wasn’t easy, dramaturgically speaking, and we worked with the director, Pierre Audi, to cleanse our vision and our pattern of movement. As a singer, I always try to relate to the set. In this case however, I had to trust that I was part of a set or painting, because one can’t really relate to a two-dimensional, upside-down tree. Nevertheless, you pretend that you do and that’s quite challenging and exciting at the same time.

You haven’t had to just deal with different visual interpretations of operas. In performing Parsifal, it’s not uncommon to find different playing times, ever since Richard Strauss famously cut the opera down by 45 minutes while conducting it at the 1933 Bayreuth Festival. Is that an issue for you?
Tempo is never an absolute parameter. I get quite worried and even a little reluctant if I feel the tempo is going to be exactly the same, night after night. It depends on the audience, the conductor, my blood pressure, and how well I slept the night before. There are so many factors that play a role in deciding a tempo, so I’m quite happy that Parsifal can be up to 45 minutes longer or shorter, depending on the day. It’s simply not a problem for me and I never require exactly the same tempo from one performance to another.


Nina Stemme in the San Francisco production of Siegfried, Photo: Cory Weaver

You are no stranger to landmark productions around the world. One role you have performed in many guises is Turandot, including appearances in San Francisco, Stockholm, at La Scala and the outdoor Dalhalla Opera Festival in Sweden. Are you looking forward to returning to the role next year in the New York Metropolitan Opera’s iconic production by legendary director and designer Franco Zeffirelli?
The production by Zeffirelli is still really alive and very well maintained. I’m so proud to have been a part of it in 2016 and I’m very happy to be returning to this fantastic production next year.

i heard that your first night in the production nearly didn’t go according to plan.
i was so scared when I went on stage for the first performance that I almost forgot to sing my first aria, In questa reggia. It was terrifying in a way, because I hadn’t had an onstage rehearsal before I went on. The set consists of a lot of narrow bridges, so imagine entering with that hairdo and hairpiece, as well as a curtain surrounding you, with only a couple of bars of music before you’re supposed to sing. Fortunately, everyone around me on stage was magnificently supportive. We got through it and the other performances went very well.

Nina Stemme and John Lundgren in the Stockholm Ring Cycle Photo: Markus Garder

You have a busy diary. You will perform in Turandot in April next year, under the baton of Maestro Carlo Rizzi, and it promises to be one of the highlights of the 2019/20 season. Before that, in February 2020, you will also perform in Bartók’s Bluebeard’s Castle, conducted by Oksana Lyniv at the Bayerischer Staatsoper in Munich, and next month you will travel to Hobart for a gala concert of Wagner’s music with the Tasmanian symphony Orchestra on 2nd November.
I’m very excited to be visiting Hobart again and to sing in another Wagner concert with the Tasmanian Symphony Orchestra and the conductor Marko Letonja. I’m also very proud to be singing with another Swede, the baritone John Lundgren. It’s going to be a very exciting evening.

You have formed a strong onstage partnership with Lundgren. Last year, you thrilled audiences as Brünnhilde and Wotan in Keith Warner’s production of Die Walker at the Royal Opera House, Covent Garden, conducted by Sir Antonio Pappano. Two years earlier, you had performed the roles together in Staffan Valdemar Holm’s production of the Ring Cycle in Stockholm. Lundgren will also be performing the title role in Bluebeard’s Castle in Munich. What can we look forward to during the concert?
The forthcoming Wagner gala in Hobart will see us present a program featuring scenes from Der Ring des Nibelungen, including Wotan’s Farewell and the Ride of the Valkyries in Die Walküre, Brünnhilde’s immolation scene and Siegfried’s Funeral music in Götterdämmerung, as well as highlights from The Flying Dutchman.

Apart from the Wagner gala, what is the allure of Hobart?
Going ‘down under’ at a time when it’s very grey, cold, gloomy and wet in Sweden is such a privilege. I love the people, the environment and the wildlife. To say it’s refreshing doesn’t do it justice. When you perform in Tasmania you can give your best and recharge your batteries at the same time. It’s just wonderful! |

Watermelon & feta salad

Nina Stemme recommends this salad for light summer evenings.

Ingredients:
700 g watermelon • 1 small red onion • 180 g feta cheese • 1 bunch of fresh mint • extra virgin olive oil

Scoop out and chop the watermelon flesh into chunks, discarding the peel. Peel and finely slice the onion, crumble the feta, then pick the mint leaves, tearing any larger ones. Place it all into a bowl and combine. Drizzle over a little oil and season with black pepper.

0.00 średnia ocena / 0 głosów