Justyna Bednarek

ROZŁUPUJĄC ORZECH ZNAJDZIESZ UCHO

TEKST: BEATA BRZESKA
ZDJĘCIA: JULITA DELBAR/KLITKA ATELIER

Sprawia, że czytając jej opowieści uśmiechasz się do swoich wspomnień i masz ochotę przytulić cały świat. Jej wyobraźnia wciąga do świata, z którego nie chcesz wracać, ciepło na długo grzeje serce, a poczucie humoru każe chichotać w głos. Justyna Bednarek spełniła swoje marzenie o byciu pisarką. Na szczęście, dla dużych i małych.

Ulubiona książka pani dzieciństwa to?
Na to pytanie jestem przygotowana (śmiech), rzeczywiście ludzi to interesuje i często o to pytają. Przede wszystkim Astrid Lindgren, ze szczególnym uwzględnieniem Braci Lwie Serce. Do tej pory pamiętam scenę, przy której zawsze musiałam robić przerwę na szloch. To jest scena, kiedy bracia Lwie Serce widzą żonę Buntownika, zgładzonego przez złego tyrana. Kobieta siedzi przed domem i obcina sobie piękne włosy. Na pytanie, dlaczego to robi odpowiada: Będą z nich cięciwy do łuków. Aaaa, do dzisiaj mam dreszcze. Zawsze robiło to na mnie wrażenie i nie przestało do dzisiaj. Druga książka to Przygody Sindbada Żeglarza Bolesława Leśmiana, którą zaszczepił mi mój Tata wraz z całym Leśmianem.

Czy to Tata zaszczepił pani miłość do czytania?
Mój Tata był fantastycznym bajarzem, bardzo dużo bajek mi opowiadał i bardzo dużo mi ich czytał. Codziennie po drodze z pracy przechodził koło przynajmniej trzech księgarni i znalezione tam cenne łupy przynosił do domu. A potem było wieczorne czytanie i opowiadanie. To była bardzo ważna część mojego dzieciństwa. Jak ja już wyrosłam, to mój brat jeszcze nie, więc to był taki ciągły rytuał przez kilkanaście lat. Pisałam ostatnio trzecią część Niesamowitych przygód dziesięciu skarpetek, Bandę czarnej frotté,
i zawarłam tam dużo z tego Sindbada słuchanego w dzieciństwie. To trochę takie moje wspomnienie Taty, który zmarł, właśnie w czasie pisania Bandy. Chciałam podarować mu tę
książkę i wróciłam do tego, co było nam obojgu bliskie. Tata zawsze uwielbiał Tarabuka i jego bezsensowne wiersze, które znał na pamięć i często recytował. W mojej książce jest Kubarat z Bukaresztu, Poeta wybitny. Nikt na to jeszcze nie wpadł, więc podpowiadam,
że to odwrócone imię Tarabuk.

Astrid Lindgren to taka beztroska połączona z trudnymi przeżyciami. Czy pisząc książki, pamięta Pani o swoich emocjach z dzieciństwa?
Ja generalnie nie widzę cezury pomiędzy mną matką dzieciom, wdową, dorosłą a mną dzieckiem. W dzieciństwie byłam wielokrotnie w szpitalu, przeżyłam solidną porcję bólu, miałam kilkakrotnie operowaną nogę. Jako dorosła też przeżyłam wiele dobrych i smutnych chwil. Nie widzę takiego gwałtownego przejścia z dzieciństwa w dorosłość. Pisząc, staram się przekazywać emocje, które są ludzkie. Po prostu – nie dziecięce, nie dorosłe – ludzkie.

Czy to znaczy, że na pytanie, czym się różni literatura dla dzieci od literatury dla dorosłych, odpowiedziałaby pani, że niczym?
Nie, to nie jest tak. Po pierwsze literatura dla dzieci daje dużo więcej wolności, możliwości, można szaleć do woli. To jest dla mnie zasadnicza różnica; raczej nie napisałabym opowieści o skarpetkach dla dorosłych. A druga różnica jest taka, że dzieci to są jednak osoby wrażliwsze niż dorośli, którzy już wiele przykrości doświadczyli i jakoś im ten naskórek zgrubiał – dlatego trzeba się wykazać delikatnością i taktem. Nie, żeby istniały tematy, których nie należy poruszać z dziećmi. Moim zdaniem można mówić o wszystkim,
ale trzeba o tym mówić w sposób dostosowany do odbiorcy. Gdy pracowałam w gazetach, najczęściej tych popularnych, to też najważniejsze było przekazanie często skomplikowanych treści w sposób dostępny dla czytelnika. Jest to zresztą mechanizm, który dotyczy wszystkiego, jest powszechny. Wiadomo, że kiedy np. mieszczuch będzie rozmawiał z rolnikiem, to znajdzie się pula tematów, które nie będą dla nich wspólne. Na co dzień stosujemy milion języków w zależności od tego, z kim rozmawiamy.

 

0.00 średnia ocena / 0 głosów

Podziel się swoją opinią

Please enter your comment!
Please enter your name here

Solve : *
8 + 12 =