Georgijs Osokins

 

 

Łotewski pianista Georgijs Osokins jest jednym z finalistów XVII Międzynarodowego Konkursu Chopinowskiego i na pewno najbardziej kontrowersyjnym. Nie tylko sposób wykonania utworów Chopina, ale i wizerunek muzyka, wzbudziły wielkie zainteresowanie publiczności, która go pokochała. Właśnie ukazuje się jego płyta Osokins plays Chopin.

 

Tekst: Iza Farenholc
Zdjęcia: Igor Drozdowski dla Alba1913/for Alba1913

 

Znasz Polskę? W jednym z wywiadów powiedziałeś, że aby zrozumieć muzykę kompozytora, trzeba poznać jego kraj, ludzi, nawet folklor.
W Polsce czuję się jak u siebie, znam ją dobrze, mam tu wielu przyjaciół, to kraj wyjątkowo pięknych kobiet, uwielbiam polską kuchnię, lubię tu być, obserwować jak się rozwija wasz kraj. Muzyka Chopina oparta jest na folklorze i mentalności ludzi, które są znakami rozpoznawczymi Polski. Oczywiście też na historii – jak wiemy Chopin tworzył w czasach niełatwych, szczególnie, jeśli chodzi o czasy pokoju i wojny – ten kontekst trzeba znać, bo jak inaczej zrozumieć i interpretować tę muzykę? Aby później ze swoją sztuką móc robić najróżniejsze rzeczy, tę wiedzę musisz posiąść. W ten sposób tworzy się muzyczna intuicja. Gram utwory wielu kompozytorów i żeby być profesjonalnym muszę dokładnie zgłębiać temat czasów i okoliczności, w których tworzył dany muzyk.

Wcześnie zacząłeś grać na pianinie, od początku miałeś tę intuicję?
Nie, tego nauczyli mnie moi nauczyciele. Miałem szczęście spotkać prawdziwych nauczycieli, muzyków, którzy uważali, że aby zrozumieć muzykę, trzeba rozwijać się intelektualnie i poznawać kontekst kulturalny. Mój tata uczył mnie filozofii i literatury. Sztuka to kombinacja wielu składników, a pierwszym krokiem do zrozumienia jej, jest wiedza. To ona cię inspiruje. Jeśli chodzi o Chopina, ciągle zadziwia mnie to, że jego utwory są postrzegane jako „lekkie i przyjemne”, nawet przez uznanych twórców. Oczywiście nie wszystkie jego dzieła są tragiczne i skomplikowane, ale jeśli zna się kontekst, w jakim powstawały, można zdać sobie sprawę, że to bardzo powierzchowna opinia.

Byłeś „cudownym” dzieckiem – oprócz grania na pianinie, trenowałeś tenis.
Moi rodzice dbali o mój rozwój, to dzięki nim świat stał przede mną otworem. Wierzę w teorię, że każde dziecko ma talent, tylko często niesprzyjające warunki do rozwoju.

Jesteś tego przykładem. Nie masz wrażenia, że mógłbyś spełniać się w każdej innej dziedzinie?
W tym momencie, nie. Zdaję sobie raczej sprawę z moich niedoskonałości, z tego, że nie wiem wielu rzeczy, a w niektórych dziedzinach jestem kompletnym laikiem – nie mam pojęcia, jak się robi pieniądze na przykład.
Sporo natomiast wiem o dziedzinie, którą się zajmuję i tego się trzymam.

To talent, ale i pasja?
Tak, zdecydowanie. Wymaga jednak mnóstwo pracy i poświęcenia.

Co poświęcasz?
Czas z rodzicami, z rodziną, z przyjaciółmi. Sztuka, którą tworzysz, jest twoją miłością, kochanką, przyjacielem, życiem. Wszystkim.

I wiesz to już w tak młodym wieku?
Tak, bo to kocham i czuję każdym kawałkiem siebie. Wiem, że nie ma innej drogi. Zresztą wystarczy spojrzeć na historię – nie ma „normalnej” ścieżki. Artyści żyją w nierzeczywistym świecie i wszyscy to wiemy. Nie znam żadnego „prawdziwego” artysty, który jest świetnym
marketingowcem i sprzedaje swoją sztukę jako produkt. Trzeba być naiwnym, żeby wierzyć w to, że można bezboleśnie połączyć życie ze sztuką. Poza tym, nie uważam
się za młodego muzyka. Mam 23 lata, spore doświadczenie, i przekonanie, że mogłem wybrać zupełnie inne drogi. Ale wybrałem to, co sprawia mi największą radość.

I niczego nie żałujesz?
Niczego. Sztukę w moim życiu uważam za coś kompletnie wyjątkowego, mogę mówić o tym w samych superlatywach, a dążenie do bycia profesjonalistą jest moim
obowiązkiem. I wiem, że w najmroczniejszych momentach życia, muzyka będzie moją łodzią ratunkową.

Kiedy to poczułeś? Jako pięcio-, dziesięciolatek? Wtedy, gdy twoi rówieśnicy ganiali z kijkami na podwórku, a ty musiałeś ćwiczyć gamy?
Nie, nie, nie było tak źle, oczywiście bawiłem się z dziećmi. Nigdy nie byłem cudownym dzieckiem, geniuszem, który z wielką radością siedzi godzinami i ćwiczy najtrudniejsze utwory. Owszem, miałem pewne umiejętności, zdobywałem jakieś nagrody, ale nie
obchodziły mnie sukcesy. Lubiłem grać, cieszyłem się życiem, byłem dużo bardziej socjalny niż teraz. Jednak to kilka punktów zwrotnych w moim życiu wskazywało mi kierunek i gdybym wybrał coś innego, byłbym głupi.

Jakie to punkty?
Przede wszystkim rodzina – moi rodzice i brat są pianistami wykształconymi w moskiewskim konserwatorium. Bawiłem się pod fortepianem, więc zanim dowiedziałem się, do czego służy, znałem go bardzo dobrze. W latach dziewięćdziesiątych moi rodzice mogli
już podróżować, więc zwiedziliśmy kawał świata, przesiąkałem sztuką. Wierzę, że nasze poczucie estetyki rozwija się w nas, kiedy jesteśmy dziećmi. Kiedy otacza cię piękno zarażasz się nim i tak było w moim przypadku – zupełnie nieświadomie, bo miałem około 5 lat. Od początku wiedziałem, że mam szczęście, dlatego to była bardzo naturalna droga wyboru. Kolejnym punktem był udział w Konkursie Chopinowskim, następnym – komplementy, jakie usłyszałem od prawdziwych autorytetów. To dało mi pewność,
że idę dobrą drogą i nie tracę czasu. Życie jest krótkie.

Przy fortepianie siedzisz niżej niż inni pianiści. To kwestia wygody czy rodzaj specjalnej techniki, która ułatwia ci granie?
Wszystko razem. Na początku to było bardzo intuicyjne. To żaden system, ten sposób pozwala mojemu ciału bardziej czuć fortepian, lepiej kontrolować atom dźwięku – naprawdę jest inny, kiedy siedzi się niżej. Poza tym amortyzacja, kwestia mojego kręgosłupa i krążenia krwi. Ludzie czasami myślą, że to sprawa wizerunkowa, ale zapewniam, że nie. Dla mnie to optymalny sposób siedzenia – teraz siedzę nawet niżej
niż przedtem. Wysokość, nawet materiał, z którego zrobiony jest stołek do fortepianu, wpływa na dźwięk. Uważam, że jest on tym, czym smyczek dla grających na skrzypcach.

 

W wieku 20 lat zostałeś finalistą Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina, co dowodzi twojej artystycznej i osobowościowej dojrzałości.
Jak radzisz sobie z długimi godzinami ćwiczeń?
Nie ćwiczę, naprawdę. Nie w sposób, w jaki robi to wielu pianistów – jak maszyny. I myślę, że to ok. Przed Konkursem Chopinowskim koncertowałem, ale kiedy się skończył, tych koncertów zaczęło być naprawdę dużo. To był dla mnie moment, kiedy zacząłem wykonywać muzykę bez nauczycieli. Nagle zdajesz sobie sprawę, że jesteś sam na scenie – to niesamowite doświadczenie, dzięki któremu zrozumiałem, czym jest ćwiczenie. Nie tylko powtarzaniem jak robot, ale tworzeniem muzyki. Przed konkursem ćwiczyłem oczywiście, ale nie wiedziałem, jak to pokochać. Granie na scenie podczas koncertów kompletnie mi to rozjaśniło. Moje życie się zmieniło, naprawdę. Ale wiedza przychodzi poprzez doświadczenie, więc nie dziwi mnie to. Podczas pierwszego finałowego konkursu poczułem niesamowitą energię – to, że jesteś w kręgu zainteresowania całego świata i jeszcze do tego niezwykłych muzyków, którzy cię oceniają.

I to był ten kolejny punkt?
Tak. Poczułem, że potrafię, że czuję się dobrze na scenie – i że przez te kilkanaście minut scena należy do mnie.

Co motywuje cię do ćwiczeń, a co potrafi cię od nich odsunąć?
Jak to w życiu, są momenty trudne, lepsze, ale zdarzają się sytuacje życiowe, kiedy coś ważnego się dzieje, a ja muszę ćwiczyć. Codziennie. Oczywiście czasami nie mam siły, mózg mówi „nie”, ale profesjonalizm zaczyna się wtedy, kiedy pokonujesz te trudne momenty. Biorę więc „drugi oddech”, przychodzi inspiracja i wtedy pojawia się motywacja – znak, że wygrałem walkę z samym sobą.
A inspiracja do grania? Najczęściej przychodzi od ludzi – obecnie dostaję ją od mojego nauczyciela w Niemczech – także koncertów z udziałem różnych orkiestr, pianistów, śpiewaków. Inspiracją są też intelektualne rozmowy, dotyczące na przykład starożytnej filozofii, filmu lub książek. Jakość zawsze jest inspirująca.

Dobra książka potrafi oderwać cię od grania?
Nie, nigdy. Kiedy gram, jestem kompletnie skupiony. To jak medytacja i nic nie jest w stanie mnie rozproszyć.

Medytujesz?
Tak, próbuję czasami, zupełnie amatorsko, ale wierzę, że mamy dużo powodów, żeby praktykować medytację – stres dotyczy nie tylko nas, młodych muzyków, ale nawet tych doświadczonych z dużym dorobkiem.

Ale sam powiedziałeś, że na scenie czujesz się jak ryba w wodzie.
Na koniec dnia owszem, tak się czuję, ale czasami stres mnie także dosięga. To piękno tego zawodu – strach przed tym, aby dobrze zagrać, pomimo tego, że przecież jest to wielka przyjemność. Ale myślę, że ten strach też mnie rozwija, bo to prawdziwie boski dar, że mogę robić to, co kocham.

 
Jaki kompozytor (oprócz Chopina) jest dla ciebie najbardziej interesujący, jaka epoka najbliższa?
Teraz pracuję nad Rachmaninowem, z którym czuję głęboką więź, bo dla mnie najpierw jest pianistą, a dopiero później kompozytorem. W przyszłym roku ukaże się płyta z moją interpretacją jego utworów, a oprócz tego jestem zafascynowany Gidonem Kremerem,
dzięki któremu poznałem z kolei Mieczysława Weinberga, wielkiego kompozytora. No i oczywiście Arvo Pärt.

No tak, ta muzyka to magia.
Magia. Ciągle mnie zadziwia, kiedy odkrywam współczesnych kompozytorów, których muzyka tak bardzo porusza. Ale jeśli chodzi o epokę, to nie ma dla mnie czegoś takiego, każdy kompozytor i każda muzyka jest nowoczesna, to tylko kwestia tego, jak to się zagra i co otrzyma słuchacz – jeśli to wykonanie poruszy jego emocje, to znaczy, że ta kompozycja istnieje, że Chopin istnieje, i że wykonawca istnieje. I nieważne, że kompozycja jest z XVIII czy XII wieku. Wykonanie utworu zgodnie z tym jak został napisany, to muzeum, które tylko pokazuje przeszłość.

Jak będzie wyglądała interpretacja muzyki Chopina w przyszłości?
To zależy od wielu rzeczy. Uważam, że jeśli chodzi o interpretację, to znajdujemy się teraz w epoce neoromantyzmu. Dwie wojny światowe miały taki wpływ na ludzi, że nie ma mowy o powrocie do romantycznego myślenia. W tamtej epoce człowiek i jego emocje były w centrum zainteresowania, po wojnach to się totalnie zmieniło, bo okazało się, że w ludziach jest zło. Emocje były niepotrzebne, bo człowiek zamienił się w bestię. I teraz dopiero nastały czasy, kiedy powoli wracamy do tamtego myślenia – znowu odkrywamy emocje. Dzisiaj na Instagramie lub YouTubie, ktoś nieznany może stać się sławny w 10 sekund. Znaleźliśmy się w sytuacji, w której uwaga znowu skupiona jest na osobowości człowieka, co jeszcze 30 lat temu było nie do pomyślenia. Tak, powinniśmy umieć przewidywać. Glenn Gould twierdził 50 lat temu, że nagrania będą popularniejsze niż koncerty na żywo. A wracając do Chopina, to myślę, że ta interpretacja będzie szła głęboko w kierunku indywidualizacji.

Czyli sposobu, w jaki ty grasz?
Wiesz, mój tata powiedział, że jeśli grałbym tak 10 lat temu, już na samym początku komisja by mnie wyeliminowała z konkursu.

Uważasz, że istnieją granice interpretacji Chopina?
Liszt w swojej korespondencji z Arturem Rubinsteinem napisał, że muzyka jest jak prawo, a naszą misją (pianistów) jest interpretacja prawa. Dlatego uważam, że intencje autora są świętością. Muszę bardzo skrupulatnie czytać jego dzieło, widzieć więcej niż inni. Wtedy
mogę to przenieść do mojego świata – jako artysta muszę go mieć wymyślony – i być prawdziwym naukowcem. Nie boję się tego słowa, bo muszę wiedzieć wszystko o muzyce, którą wykonuję. To moje motto: bądź szczery w stosunku do sztuki, którą wykonujesz.
Tylko tak możesz pozbyć się granic.

A twój image? Wymyśliłeś siebie na potrzeby marketingu?
Nie, to wygoda. Dla mnie to psychologiczna sprawa – lubię dobrze się czuć w tym, co mam na sobie, bo wiem, że wtedy ludzie postrzegają mnie pozytywnie. Wyszukuję nietuzinkowe rzeczy, np. w małych butikach we Włoszech, i nie zależy mi na metkach – kiedy coś mi się podoba, kupuję to. Muszę to lubić i nie wyobrażam sobie siebie w rzeczach, które są „trendy” – które wszyscy noszą. Nie myślę o tym za dużo. Prawdę mówiąc – czuję się w czymś dobrze, jeśli mam nie tylko fizyczny komfort, ale także estetyczny. Poza tym,
już wcześniej koncertowałem i ubierałem się jak chciałem, jednak dopiero podczas Konkursu Chopinowskiego zaczęto na to zwracać uwagę.

Grasz czasem w tenisa?
Tak, ale tylko rekreacyjnie. Potrzebuję swoich mięśni, szczególnie tych w okolicach kręgosłupa. Przy fortepianie ma się bardzo nienaturalną dla człowieka pozycję siedzącą, więc muszę jakoś to korygować.

Jakiej muzyki słuchasz? Rock, pop, jazz?
No cóż, moi przyjaciele przynoszą i puszczają mi nową muzykę, ale muszę przyznać, że często mnie nudzi. To trudne pytanie, bo jak porównać Fantazje na tematy polskie Chopina do Yellow Submarine Beatlesów. Wiem, że to, co stworzyli Beatlesi było rewolucyjne, i podobnie było z muzyką Freddiego Mercury`ego, ale uważam, że ich muzyka to bardziej rozrywka niż sztuka. A dla mnie sztuka potrafi zmienić osobowość.

To co zjesz dzisiaj po koncercie?
Na pewno żurek!

 

Latvian pianist Georgijs Osokins is one of the finalists of the 17th International Chopin Competition and certainly the most controversial one. Not only the way of performing Chopin’s works, but also the image of the music aroused great interest of the audience who loved him immediately. His album Osokins plays Chopin is just being released.

 

Text: Iza Farenholc
Photos: Igor Drozdowski dla Alba1913/for Alba1913

 

Do you know Poland? In one of the interviews you said that to understand the music of a composer, you need to get to know his or her country, people, and even folklore.
In Poland, I feel at home, I know this country well, I have many friends here, and it is a country of exceptionally beautiful women. I love Polish cuisine, I like to be here,
watch how your country is developing. Chopin’s music is based on the folklore and mentality of people. These are the hallmarks of Poland. Of course, in history – as we
know Chopin created in difficult times – especially when it comes to times of peace and war – this context must be known, because how else to understand and interpret his music? In order to be able to do various things with your art later, you must acquire this knowledge. In this way, musical intuition is created. I play music made by many different composers and to be professional I need to thoroughly explore the zeitgeist. I need to know
circumstances in which a given musician created.

You started playing the piano early, did you have that intuition from the beginning?
No, my teachers taught me that, I was lucky to meet real teachers, musicians who believed that to understand music, one must develop intellectually and learn about the cultural context. My father taught me philosophy and literature. Art is a combination of many ingredients, and the first step to understand it is knowledge. It inspires you. As for Chopin, I am still amazed that his works are perceived as „light and pleasant”, even by recognized artists. Of course, not all of his works are tragic and complicated, but if you know the context in which they were created, you can realize that this is a very superficial opinion.

You were a „wonderful” child – apart from playing the piano, you trained tennis.
My parents took care of my development, thanks to them the world was wide open. I believe in the theory that every child has talent, only often unfavorable conditions for development.

You are an example of this, you do not have the impression that you could meet in any other field?
At the moment, no. I am more aware of my imperfections, of the fact that I do not know many things, and in some areas I am a complete layman – I have no idea how to make money, for example. I stick to something I know a lot about.

Is it talent, but also passion?
Yes definitely. However, it requires a lot of work and commitment.

What do you sacrifice?
Time with parents, with family, with friends. The art you create is your love, lover, friend, life, everything.

And you know it at such a young age?
Yes, because I love it and feel every piece of myself. I know there is no other way. Anyway, just look at history – there is no „normal” path. Artists live in an unreal world and we all know that. I do not know any „real” artist who is a great marketer and sells his art as a product. You have to be naive to believe that you can combine life and art painlessly. Besides, I do not consider myself a young musician. I am 23 years old, I have a lot of experience and the belief that I could choose completely different ways. However, I chose what gives me the greatest joy.

Do you regret anything?
Nothing. I perceive art in my life as something completely unique, and I can talk about it in glowing terms only. I believe that striving to be a professional is my duty. And I know that in the darkest moments of my life, music will be my lifeline.

When did you feel it? When you were five, ten? When your peers were playing in the yard, and you had to practice the scales?
No, no, it was not that bad, I played with children of course. I had never been a wonderful child, a genius who sits for hours with great joy and practices the most difficult songs. Yes, I had some skills, I won some awards, but I did not care about successes, I liked to play, I enjoyed life, I was much more social than now. However, there were a few turning points in my life, which showed me the direction and if I had chosen something else,
I would have been stupid.

What are the points?
Above all, the family – my parents and brother are pianists educated at the Moscow conservatory. Before I touched the keyboard, I played with the piano so before I knew what it was for, I knew it very well. In the nineties, my parents could already travel, so we visited a piece of the world, filtered through art. I believe that our sense of aesthetics develops when we are children. When beauty surrounds you, you get soaked with it and that was my case – completely unknowingly, because I was about five years old. From the beginning I knew that I was lucky, which was why it was a very natural choice.
Another point was participation in the Chopin Competition, the next – compliments that I heard from real authorities. It made me sure that I was going the right way and I would not waste my time. Life is short.

At the piano, you sit lower than other pianists. Is it a matter of convenience or a kind of special technique that makes playing easier?
All together. At the beginning it was very intuitive. It’s not a system, it allows my body to feel the piano more, it’s better to control the sound atom – it is really different when you sit lower. Besides, cushioning is an important factor. It is good for my spine and blood circulation. People sometimes think that it’s image-related, but I assure you that it is not. For me, this is the most optimal way to sit – now I sit even lower than before. The height,
even the material from which the piano stool is made, affects the sound. I think that the stool is for me the same what a bow for violin players is.

 

4.00 średnia ocena / 2 głosów

Podziel się swoją opinią

Please enter your comment!
Please enter your name here

Solve : *
19 + 28 =