Piotr Krzymowski

POKAŻ MI SWOJE OBRAZY

Artysta digital culture, z której czerpie inspiracje budując swój przekaz.
Ale często z przyjemnością zanurza się w minione czasy. Rozmawiam
z Piotrem Krzymowskim – absolwentem Central Saint Martins w Londynie.

TEKST: BEATA BRZESKA

Nadal nie lubisz, kiedy nazywa się ciebie artystą?
Już polubiłem (śmiech), chociaż nadal uważam, że artysta jest określeniem bardzo schematycznym. Kiedy mówię, że jestem artystą, natychmiast pada: O, to pokaż mi swoje obrazy. Większość ludzi utożsamia pojęcie artysty z rzemieślnikiem, z kimś kto ma konkretny warsztat, umiejętności. Dla mnie sztuka to obserwowanie rzeczywistości i tłumaczenie tego na swój własny język, który nie zawsze jest oczywisty i od razu zrozumiały.

Poduszka emoji wypełniona ręcznie pisanymi listami miłosnymi z 1920 roku, 2018 r.

Czy to znak czasu, że sztuka wyszła z muzeów, sal wystawowych? Czy ma jeszcze znaczenie, co nazywamy sztuką?
Z jednej strony mamy cały sztab kuratorów, galerzystów, historyków sztuki, którzy określają, co jest sztuką, a co nią nie jest. Z drugiej strony żyjemy w czasach mediów społecznościowych, gdzie każdy może zaprezentować siebie, nazwać siebie światowej sławy
fotografem, fit-influencerem, czy stylowym guru. Media społecznościowe zdemokratyzowały w konsekwencji również świat sztuki. Ale gdyby jutro zniknął Instagram, to cały czas mielibyśmy sztukę. Influencerów już pewnie nie.

Twoje prace są związane z cyfrową kulturą i mocno osadzone w tej rzeczywistości. Czy obserwujesz świat jak naukowiec np. socjolog, czy go komentujesz?
I jedno i drugie. Zwracam uwagę na rzeczy, których często nie zauważamy i które pomijamy. Na przykład w pracy video Wyszukiwarki, pokazuję autouzupełnienia haseł wpisywanych do największych wyszukiwarek w internecie. Pomijamy je, a tymczasem dzięki nim można dotrzeć do tego, co siedzi w naszych głowach. Zanim idziemy do lekarza, szukamy pomocy w Google. Internet przez to wie o nas wszystko. Zna nasze pragnienia, lęki, fetysze. Z drugiej strony koncentruje się na rzeczach, które są mniej zauważalne, ale mają bardzo rzeczywisty aspekt i wymiar. Jedną z instalacji, którą będę chciał pokazać w CSW w Toruniu podczas mojej następnej wystawy, będzie ciąg starych linijek zawieszonych
na „średniej” wysokości wzroku. Linia odmierzać będzie dokładnie 26 metrów, bo tyle średnio nasze palce codziennie „pokonują” na ekranach telefonów, przewijając zdjęcia lub posty.

 

5.00 średnia ocena / 1 głos

2 KOMENTARZE

Podziel się swoją opinią

Please enter your comment!
Please enter your name here

Solve : *
30 − 5 =