Studniówk@ czyli lekcja życia


„Jeśli już koniecznie chciałabym coś powiedzieć ludziom młodym, to powtórzę to, czego uczono mnie: nigdy nie wolno wstydzić się zadawania pytań. Należy je stawiać każdemu, kto nas interesuje” – mówi nam Krystyna Demska-Olbrychska, która zagrała w filmie Alessandro Leone „Studniówk@”.

 

Tekst: Agata Czarnacka

 

Film Alessandro Leone, „Studniówk@”, poświęcony jest trudnemu okresowi dojrzewania i ma trafiać do młodej publiczności. Jak postrzega Pani to pokolenie?
Bardzo różnie, jak każde inne pokolenie – i to starsze, i jeszcze młodsze od nastolatków. Nie można generalizować i przykładać jakiegokolwiek szablonu do grupy ludzi tylko dlatego, że są w podobnym wieku. Ludzie są różni w każdym wieku. Ja lubię rozmawiać z nastolatkami jeśli są inteligentni i zainteresowani otaczającą nas rzeczywistością. Lubię przyglądać się ich spojrzeniu na to, co wokół. To zwykle świeże i niczym nieskażone widzenie świata, czasem jeszcze trochę naiwne, ale tym bardziej ciekawe i warte uwagi. Z wiekiem tracimy tę świeżość więc dobrze sobie o niej czasem przypomnieć. Jeśli spotykam młodych ludzi z pasją to są dla mnie ciekawymi partnerami do rozmowy. W stosunku do każdego warto zrobić minimalny choćby wysiłek intelektualny i spróbować poszukać interesującego wspólnego tematu. No, chyba że jesteśmy tak pewni swojej doskonałości, że nikt inny nie jest nam potrzebny. Ale to już postawa poza wiekiem i różnica pokoleń ani nie pomoże, ani nie zaszkodzi.

Jaki przekaz miałaby pani dla dzisiejszej młodzieży, która jest chyba i bardziej dojrzała, i znacznie bardziej przytłoczona przez rzeczywistość, niż poprzednie pokolenia?
Ze sposobu sformułowania przez panią pytania i zawarcia w nim tezy wnioskuję, że pani z pewnością ma jakiś przekaz „dla dzisiejszej młodzieży”. Ja go nie mam, bo jak już powiedziałam nie lubię i nie uważam za mądre generalizowania. Nie mogę mieć przekazu do młodzieży w ogóle. Mogę mieć coś do powiedzenia młodemu człowiekowi, którego trochę znam, z którym rozmawiam, o którym coś wiem, a przede wszystkim, który zadaje mi pytania. Wygłaszanie ogólnikowych sentencji jest niemądre i niczemu nie służy. Ważne jest żeby ludzie ze sobą rozmawiali, żeby umieli się słuchać. Mniej ważne w jakim są wieku. A jeśli już koniecznie chciałabym coś powiedzieć ludziom młodym, to powtórzę to, czego uczono mnie: nigdy nie wolno wstydzić się zadawania pytań. Należy je stawiać każdemu, kto nas interesuje. W każdej sytuacji, w każdym miejscu. Odpowiedź zawsze może nas wzbogacić, ale umiejętność sformułowania pytania jest często ważniejsza od odpowiedzi. Najlepszym dowodem na to jest cała twórczość Szekspira. On stawiał najciekawsze pytania, a odpowiedzi na nie wielu z nas szuka do dziś. I dla ludzi myślących to poszukiwanie bywa nierzadko sensem życia.

W filmie „Studniówk@” zadebiutowała pani u boku męża, Daniela Olbrychskiego – nie sposób nie zapytać, jakie to było doświadczenie. Wspaniałe? Przytłaczające? Czy, przeciwnie, jego profesjonalizm pozwolił przekroczyć wszystkie przeszkody?
I znów chce pani, żebym rozwiązała test, dając mi do wyboru trzy odpowiedzi. Brakuje tylko uwagi: „podkreśl właściwe”. Tymczasem odpowiedź nie mieści się w zaproponowanych przez panią propozycjach. „Studniówka@” nie była moim filmowym debiutem. Wiele lat temu zagrałam rolę negatywnej bohaterki w filmie „Przeklęta ziemia” w reżyserii Ryszarda Czekały, wcześniej jeszcze kilka epizodów w innych produkcjach. To był – wiele lat temu – sposób na powiększenie budżetu młodej teatrolożki tuż po studiach.
Udział w „Studniówce” to był raczej towarzyski żart, który wyniknął z przyjaźni z reżyserem filmu Alessandro Leone. Nie musiałam przekraczać żadnych przeszkód. Alessandro stworzył mi komfortowe warunki pracy, traktował mnie jak profesjonalną aktorkę, którą przecież nie jestem. Dużą przyjemność sprawiło mi zagranie kilku scen z podziwianą przeze mnie od wielu lat Jadwigą Jankowską-Cieślak. To było fantastyczne przeżycie i jednak duży stres. Partnerować komuś takiemu!
Z Danielem było łatwiej, bo, po pierwsze, jego obecność nie jest w stanie mnie speszyć, a on nie robił mi żadnych uwag, wiedząc, że własnej żony żaden mąż raczej niczego nie nauczy. Ani prowadzenia samochodu, ani tym bardziej zachowania przed kamerą. No, i jakoś poszło…

Jak pracuje się z Alessandro Leone?
Lubimy się, spotkaliśmy się w pracy kilkanaście miesięcy wcześniej przy produkcji filmu „Bitwa pod Wiedniem”, ale wtedy Alessandro był współproducentem a ja agentką aktora. To były bardzo miłe chwile, wspólna podróż po północnych Włoszech, wieczorne biesiady na placach Werony czy Mantui.
To właśnie tam Alessandro wpadł na pomysł obsadzenia mnie w swoim filmie, a ja nieopatrznie się zgodziłam. Uznałam jego propozycję za towarzyski żart. Po roku okazało się, że to jednak nie był żart i skoro słowo się rzekło… Myślę o tej pracy jak o fantastycznej przygodzie, jaką dzięki przyjaźni z reżyserem udało mi się przeżyć. Cieszę się, że mnie to spotkało. Poza tym reprezentuję w swoim życiu zawodowym wybitnego aktora i po przygodzie z rolą w „Studniówce@” nabrałam dużo większego szacunku do tego zawodu. Zyskałam też pewność pewność, że dla mnie – to była tylko przygoda. Na szczęście, dzięki łagodnemu charakterowi i profesjonalizmowi Alessandro była to jednak przygoda bardzo miła. |

 

0.00 średnia ocena / 0 głosów

Podziel się swoją opinią

Please enter your comment!
Please enter your name here

Solve : *
29 + 11 =