What a dish – sexy fish!

TEKST: MAGDALENA MASKIEWICZ
ZDJĘCIA: BACCHUS AGENCY

Stosunkowo nowa. Raczej droga. Zdecydowanie
spektakularna. Trzy zdania, które nic nie mówią. Tutaj
potrzebna jest dłuższa historia.

Chcecie zjeść Londyn ale tak, by poczuć go nie tylko na języku, ale wszystkimi zmysłami? Igła waszego gastro kompasu celuje w smaki orientu? Idźcie do Sexy Fish. Tym razem mówimy jednak nie tylko o jedzeniu, mówimy o doświadczeniu. Przeżyciu. Miejscu, gdzie
chłonie się nie tylko smaki i aromaty, ale przede wszystkim widoki i wrażenia.
Świętokradztwo w gastronomicznym wymiarze to zjawisko, które straciło rację bytu. Dziś łączy się składniki, których samo brzmienie w parze, jeszcze do niedawna wywoływało oburzenie lub w najlepszym wypadku zgagę. Stosuje się techniki rodem z NASA, ingrediencje pozyskuje z miejsc, gdzie można dotrzeć tylko śmigłowcem lub namierza
się sonarem. Określenie panazajatycka mekka nie powinno więc w nikim wywołać wzburzenia – chyba że pomyślimy o kipiących wodach oceanu, co tutaj akurat okazuje się skojarzeniem jak najbardziej właściwym.

SYRENY NA STRAŻY
Wnętrze restauracji Sexy Fish, to w pierwszej warstwie wizualnej wyrafinowana stylistyka brasserie z połowy XIX wieku. Ten mid-century charme, bliski estetyce filmów z Jamesem Bondem, między innymi dzięki wyściełanym pikowaną skórą lożom i punktowemu
oświetleniu stołowych lamp i kinkietów, szybko odsłania swoje drugie oblicze – przyczółka
współczesnego designu sygnowanego nazwiskami takich gigantów jak Frank Gehry, Damien Hirst i Michael Roberts. Tutaj stąpa się i prześlizguje wzrokiem po heroicznej wręcz skali mistrzostwa w dziedzinie wystroju wnętrz – przepływając po posadzce wykonanej z irańskiego onyksu Esmeralda, między zbiornikami z żywą rafą koralową ku kadłubowi baru, gdzie jak kariatydy prężą się syreny – autorstwa jednego z czołowych przedstawicieli
nurtu Brit Art, Damiena Hirsta – rzęsiście oświetlane przez lampy architektonicznego guru – Franka Gehry’ego, który dla Sexy Fish, po raz pierwszy w swojej karierze wdał się w kooperację z restauratorami i zaprojektował oświetlenie. Zresztą nazwać oświetleniem
tę, w rzeczywistości emanującą lumenami, instalację złożoną z kilkunastu kłębiących się pod sufitem ryb – masywnych, z widocznym frezem łusek – przypominających wygłodniałe i kręcące śrubę tuż pod powierzchnią wody karpie Koi, to jak nazwać Ferrari pojazdem.
Jest to bodaj pierwsza recenzja restauracji, gdzie po pięciu akapitach nadal nie ma mowy o jedzeniu. Sexy Fish należy bowiem rozpatrywać w kategorii zjawiska wizualno – estetycznego z funkcją baru i restauracji. Jakkolwiek menu, gdy już do niego dojdziemy, okaże się emanacją kolejnego geniuszu – tym razem myśli kulinarnej. Jakie myśli przecinają mało chmurne czoła barmanów, to temat na kolejną sekcję. Wróćmy jednak do korzeni, czyli do murów świątyni. Za interior design Sexy Fish odpowiada światowej sławy projektant wnętrz – Martin Brudnizki i jego Design Studio z siedzibą w Londynie i Nowym Jorku, które autoryzowało każdy element wnętrza restauracji. Portfolio realizacji Martina obejmuje najbardziej luksusowe obiekty, w tym hotele, restauracje, bary, butiki i prywatne apartamenty od Londynu przez Saint Moritz, Paryż, Toronto, Miami i Nowy Jork aż po Amman, których cechą wspólną jest balansowanie w najwyższych rejestrach sensorycznych. Bogactwo materiałów, wzorów, ornamentów, tekstur i faktur daje potężne wrażenie odurzającego wręcz horror vacui, gdzie próżno szukać niezapełnionego tła. Wszystko jest tu szyte na miarę, a znajomość zastosowanych materiałów i ich właściwości zdaje się wykraczać poza ich praktyczne zastosowanie. Wnętrza dotknięte ręką Martina Brudnizkiego są zmysłową podróżą w stylistykę, którą akurat upodobał sobie projektant, a wybór charakteru danej przestrzeni zawsze ma jeden wspólny mianownik.

ZERO KOMPROMISÓW
Jeśli siadasz, to na uginającej się sprężyście, barwionej na malinowo cielęcej skórze, tłoczonym aksamicie lub jedwabnej satynie, które wyglądają jak sprowadzone przez królewską armadę od kupców bławatnych z Indii. Jeśli zadzierasz głowę w górę, to
napotykasz wzrokiem kute w metalu oprawy lamp lub plisy tekstylnych paneli spod ręki dyrektora artystycznego Vanity Fair – Martina Robertsa. Zresztą Sexy Fish, mieszczące się w dawnej sali bankowej, niemal cały czas prowokuje do spoglądania w górę, ku sklepieniu, tej wykutej w tętniącej biznesowym życiem dzielnicy Mayfair, pieczary, gdzie naskalne malowidła, kasetony, złote dźwigary i największe akwaria z rafą koralową wydzielają sekcje
private dinning z oszałamiającej całości lokalu. Bez znaczenia, w której części zajmiesz stolik, podczas delektowania się obiadem możesz tu kołysać ramionami w takt klasycznych utworów jednego z zakontraktowanych wokalistów – rezydentów, a gdy zdecydujesz się zostać na kolację, miejsce szansonisty z tego pięciogwiazdkowego batyskafu zajmie DJ. To właśnie podczas jego wachty spotkać można tu Kate Moss, Lindsay Lohan, Noela Gallaghera czy Bellę Hadid. David Cameron raczej wpadnie wcześniej. Niewykluczone, że na ośmiorniczki. Czynnik ludzki w gastronomii to filar równie ważny, jak sam koncept. Laura Montana, dyrektor ds. nowych projektów w Caprice Holdings, odpowiedzialna
za wprowadzanie Sexy Fish na rynek, to weteranka branży, która ma na swoim koncie kilka
przełomowych premier (nowojorski Monkey Bar, Soho House West Hollywood i 34). Wraz z Sexy Fish otworzyła nowy rozdział w portfolio grupy, tworząc koncept restauracji relaksującej, z wyśmienitą kuchnią i atmosferą atrakcyjną zarówno dla stałych
bywalców, jak i tych kłusujących po świecie, dla których Londyn jest tylko przystankiem na mapie życia. Wodospad za barem? Za barem ze szkliwionego kamienia lawowego Pyrolave w kolorze truskawkowym, wydobytego z krateru Nugere w sercu wulkanów Owernii? Połyskliwy aligator z czarnego silikonu projektu Franka Gehry’ego na ścianie? Rzeźby i lampy spod ręki starchitektów i mistrzów sztuk wizualnych? Fraktale w irańskim onyksie pod stopami? Et voila! W takim otoczeniu nie dziwią kelnerzy i barmani w aksamitnych loafersach z wyhaftowaną rybą o połyskującym złotą nicią ogonie czy w marynarkach
z tożsamym haftem na plecach. Sexy Fish często łączy się z przymiotnikiem glitzy (ang. efekciarski) i to by się zgadzało. Jeden z recenzentów działu TASTE magazynu GQ podejrzewał nawet barmanów o nadprzyrodzone zdolności czytania w myślach klientów, gdy podczas pierwszej wizyty kieliszek szampana zmaterializował się przed nim na barze, zanim zdążył wyartykułować zamówienie.

16 KOKTAJLI – 16 WSPOMNIEŃ

Barmani w Sexy Fish, niczym drużyna globtroterów miksologii, w 2018 roku wybrali się na trwające
9 miesięcy Sexy Fish World Tour do 16 najbardziej ekskluzywnych barów na świecie na czterech kontynentach, zatrzymując się w każdym na jedną noc. W wyniku tej wyprawy powstało 16 oryginalnych receptur, które trafiły do karty koktajli Sexy Fish. 16 wspomnień kultur, barów i ludzi, które poznali w swojej podróży, m.in. do Mexico City, Szanghaju, Tokio, Singapuru, Paryża, Amsterdamu i najbliższej geograficznie Polsce, Bratysławy, uhonorowanej koktajlem Brat Pack na bazie wódki Stolichnaya, słowackiego likieru Bentianna, soku z marynowanych gruszek, oleju z orzechów włoskich w oparach infuzji
koziego sera. Cena? 18 funtów. Przeliczanie na butelki wina z tygodnia hiszpańskiego w Lidlu mija się z celem. Koktajle bezalkoholowe też mają tu swoich wiernych fanów, a kosztują o połowę mniej. Chyba że w ramach równowagi ekologicznej poprosimy
o stalową słomkę wielokrotnego użytku sygnowaną logo lokalu. Z której strony nie pociągnąć, kołderka zbyt krótka.

Kuchnia. Na początku był Benjamin Orpwood. Piękny, 30-letni, zdobywający szlify w Istambule, Dubaju i Sydney, przywiózł do Londynu swoją seksowną kuchnię w walizce. Z tej walizki rozpakował sashimi, bez sentymentu detronizując sushi, a jako fan tofu wprowadził do restauracji jego czekoladową wersję. Po Orpwoodzie nastała era Bjoerna Weissgerbera. Ten ekscentryczny perfekcjonista o niemiecko -szwedzkich korzeniach praktykował u największych w branży. Dorastał w restauracji swojego ojca i terminował u Alfonsa Schuhbecka, słynnego szefa kuchni Eckarta Witzigmanna, Ferrana Adrià w El Bulli i niezwykle wpływowego Rainera Beckera. Pierwszą gwiazdkę Michelin zdobył w wieku 27 lat, w czasie, gdy prowadził restaurację Ca’s Puers na Majorce. W Sexy Fish kieruje zespołem 54 osób, a jego etos jest prosty. Jako mężczyzna uwielbia dobrze zjeść i nie przeszkadza mu, gdy potrawy poza tym, że są smaczne i zdrowe, swoim wyglądem pobudzają zmysły. Jego kluczem do sukcesu jest balans.

SMAKI, FAKTURY I SKŁADNIKI
Teraz, gdy już wiecie, że pochyleni nad talerzem prezentujecie się wyjątkowo seksownie, nadszedł czas na chrupiącą kaczkę na sałatce z arbuza z orzechami nerkowca i granatem, przegrzebki z wyspy Mull z sosem na bazie jalapeño i marynowanego zielonego jabłka czy pieczonego w soli okonia morskiego z cytryną i rzodkwią japońską. Jedzenie to jedna z najbardziej zmysłowych czynności. Czyż nie? |

 

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes