Dmitry Ermak

 

Za maską

 

Tekst: Jansson Antmann

 

Kiedy w 1986 roku po raz pierwszy wystawiono w Londynie Upiora w operze, Dmitry Ermak miał zaledwie trzy lata. Dorastał w małym rosyjskim miasteczku, słuchając piosenek zespołu Backstreet Boys. Nawet przez myśl mu nie przyszło, że pewnego dnia odegra najważniejszą rolę w branży rozrywkowej. Dzisiaj spotykamy się 30 lat i sześć miliardów dolarów później. Moskwę uwiódł człowiek w masce. Nasze spotkanie z upiorem ma miejsce na backstage’u MDM Teatru.

 

Kiedy po raz pierwszy pomyślałeś, by zagrać Upiora w operze?
Szczerze mówiąc, dopiero niedawno zdałem sobie sprawę ze znaczenia tej roli i bogatej historii spektaklu. Pojawił się w rosyjskiej świadomości wraz z filmową adaptacją Joela Schumachera, 18 lat po londyńskiej premierze musicalu. Myślę, że po raz pierwszy zetknąłem się z głównym tematem (nuci tytułowy refren) około 2000 roku. W tym czasie byłem jeszcze bardzo młody i nawet nie myślałem na poważnie, by zostać aktorem. Kiedy ogłoszono, że spektakl przyjeżdża do Moskwy, pracowałem już wprawdzie w teatrze muzycznym, ale pomysł, że to ja mógłbym zagrać w tym przedstawieniu, nawet nie przyszedł mi wtedy do głowy. Myślałem, że Upiór powinien być starszy, w wieku około 40 lub 45 lat. Nawet, kiedy doszedłem do wniosku, że jestem w stanie sprostać wymaganiom roli z punktu widzenia psychologicznego i psychofizycznego, wciąż myślałem, że nie jestem wystarczająco wysoki.

A ile masz wzrostu?
180 cm. Idealny wzrost na scenie. Wyższy już nie wygląda dobrze.

Jak to się stało, że wybrano cię do roli Upiora?
Były cztery rundy przesłuchań w Moskwie, pierwsza odbyła się w 2013 roku. Finał był na początku lutego 2014 roku, kiedy grałem Sebastiana w Małej Syrence. Brałem udział w castingu do roli Raoula, który uzupełnia miłosny trójkąt między Christine i Upiorem. Myślałem, że to może być interesujące. Byłem szalony (śmiech). W dniu 7 lutego dostałem SMS informujący mnie, że mam wystąpić w roli Upiora, ale musiałem czekać i siedzieć cicho, bo Andrew Lloyd Webber chciał najpierw zaprosić wybranych w castingu do Londynu, aby usłyszeć nasze wykonanie. Pamiętam, że byłem bardzo zdenerwowany. Po przesłuchaniu nas zatwierdził wszystkich z wyjątkiem roli Christine. W kwietniu ogłoszono kolejne przesłuchanie do tej roli, a także przesłuchania chóru. Byłem na nie zaproszony i miałem stać na scenie, by wybrane aktorki mogły być przymierzane do mnie. W końcu, gdy wszystko zostało zatwierdzone, mogliśmy wreszcie oznajmić, że zostanę Upiorem.

Upiór w operze, zdjęcie: Juriy Bogomaz

(śmiech) To znaczy, że wybrano je na podstawie wzrostu?
Nie, no musiały umieć śpiewać, oczywiście, ale to był tylko jeden z wymogów. Nie ma to nic wspólnego z moim kompleksem wzrostu, chociaż…. (śmiech). W spektaklu główny bohater musi być wyższy od Christine. Pamiętasz te wszystkie plakaty z Upiora? Te, na których można zobaczyć, jak Upiór obejmuje Christine ramieniem? Jak mógłbym to zrobić, gdyby była wyższa ode mnie? W rezultacie obie aktorki, które grają Christine, mają tylko 158 centymetrów wzrostu.

Jak będąc aktorem, czułeś się, nosząc maskę?
Nie myślałem o tym. Pierwszą rzeczą, której uczą się w szkole aktorskiej, jest to, że nie gra się twarzą. Najważniejsza jest energia, wysokość i tembr głosu. Mogę zachować kamienną twarz i wywoływać w widzach dreszcze samym tylko sposobem, w jaki mówię.

Przed jakimi innymi wyzwaniami stanąłeś w tej roli?
To dziwne, ale mimo że zwykle mam lęk wysokości, kiedy jestem na scenie, nie boję się niczego. Są chwile, w Upiorze w operze, które są niebezpieczne, jak w chwili, kiedy pojawiam się w kostiumie Czerwonej Śmierci w akcie II. Muszę nosić ogromny kapelusz, obszerną pelerynę i buty na wysokim obcasie, mam też maskę w kształcie czaszki, która uniemożliwia mi patrzenie pod nogi. W takim przebraniu muszę zejść po schodach i stanąć dokładnie w środku małej zapadni, nie patrząc w dół. To jest trudne.

To chyba najbardziej spektakularny kostium w przedstawieniu, więc chyba warto.
A widziałeś, jaki mam wielki tyłek w tych pantalonach? (śmiech) Bądźmy szczerzy. Nie ma nic lepszego niż dobry smoking. To najlepszy kostium w spektaklu… prostota i elegancja.

Zdjęcie: Juriy Bogomaz

Kostiumy, scenografia, cała produkcja jest taka sama, jak oryginał w inscenizacji reżysera Hala Prince’a, choreografa Gilliana Lynne’a i scenografki Marii Björnson sprzed 30 lat. Jak dużo masz wolności w interpretacji roli?
Wydaje mi się błędem przekonanie, że produkcja oparta na licencji musi być dokładną repliką pierwowzoru. Nie zgadzam się z tym. Najważniejsza dla reżysera jest umiejętność pomocy aktorowi w znalezieniu prawdy o postaci, bez narzucania określonej interpretacji. Mam zaufanie do moich reżyserów i nie pamiętam, by któryś z nich mówił, że to musi być grane w ten czy inny sposób.
W przypadku Upiora wiele zależało ode mnie. Oczywiście, występują pewne elementy, które są konieczne, stanowiąc część choreografii (naśladuje rękami zamiatanie), ale sposób, w jaki miałem je włączyć do mojego wykonania, zależał tylko ode mnie. Pamiętam, że zastępca reżysera Hala Prince’a, Artur Masella i kierownik muzyczny David Caddick, byli bardzo otwarci na odkrywanie nowych sposobów podejścia do roli i moją własną interpretację. Kiedy przeczytałem moje kwestie zrozumiałem, że Upiór jest zranionym człowiekiem, a nie jakimś wampirem czy potworem. I tak zagrałem. Myślałem o nim jako o prawiczku, który nie wie, co to znaczy być z kobietą. Wszystko co miał, to własną brzydotę, która uniemożliwiała mu prowadzenie normalnego życia, swoją muzykę i tę dziewczynę. Często mówi się, że spektakl jest rytuałem przejścia dla Christine, która zostaje uwiedziona przez Upiora, ale w każdym przedstawieniu, w którym gram, ta podróż to również seksualne przebudzenie dla niego samego, przebudzenie po życiu w ciemności wypełnionej tylko muzyką. Oczywiście, są też wątki dotyczące utraconego ojca, tajemnicy i tak dalej, ale to nie jest to, co sprawia, że publiczność płacze. To moje uczucie, że mam wpływ na odbiorców; co czuję jako aktor. Mówiąc szczerze, oglądałem inne realizacje Upiora, to zawsze była doskonała muzyka i wspaniały show. Słodko zaśpiewane, ale tak naprawdę żadna nie uderzyła w moje emocje. Podczas prób Artur Masella i ja zgodziliśmy się, że powinniśmy traktować spektakl jak grecką tragedię połączoną z prawdą Czechowa − nie grając w sposób zbyt przesadny czy zbyt na luzie. To musiało być prawdziwe i to właśnie prawda robi różnicę. Psychologicznie rola Upiora jest bardzo trudna. Nie można po prostu śpiewać. Artur Masella powiedział: „Nie jest ważne, jak śpiewasz. Ważne jest to, co robisz”. Jeżeli Upiór krzyczy, krzyczy naprawdę. To jest najtrudniejsze. Czasami koledzy martwią się, czy będę w stanie przetrwać przez resztę tygodnia. Ale trzeba dać z siebie wszystko. Podczas prób bardzo pomagał David Caddick, mówiąc mi: „To ty jesteś spektaklem, ty jesteś muzyką”.

A jaki jesteś? Jaki jest człowiek pod maską?
Jestem bardzo kategoryczną osobą. Nie jestem też zbyt cierpliwy. Czasami wchodzę do garderoby i przewracam krzesło, bo kolega zrobił coś źle. To, co robię na scenie, traktuję bardzo poważnie. Nie mogę zrozumieć, co robi na scenie beztalencie lub niewykształcony aktor, skoro istnieje tak wielu utalentowanych ludzi, którzy są zdesperowani, aby grać. Ciężko znoszę brak profesjonalizmu. Potrzebuję również własnej przestrzeni… nawet w domu. Muszę móc odetchnąć godzinę lub dwie, nawet jeśli to tylko oglądanie seriali w telewizji. Oczywiście w domu czasem dochodzi do sprzeczek. Muszę przyznać, że jestem bardzo emocjonalny i czasem zdarza mi się wybuchnąć ze złości. Jednak jestem uczciwy i nie ma czegoś takiego, jak „plan B” w moim życiu. Nie jestem dwulicowy. Jeżeli się kłócę, to staram się trzymać własnego zdania. Nienawidzę podwójnych standardów.

Jak dorastałeś i co cię zainspirowało do rozpoczęcia kariery?
Dorastałem w małym miasteczku o nazwie Komarichi. W porównaniu do Moskwy, to raczej prawdziwa wieś. Była tam szkoła i stacja kolejowa, ale miasteczko liczyło zaledwie około 8000 mieszkańców. Moja matka była nauczycielką matematyki, a ojciec nauczycielem geografii. To były czasy sowieckie. Moja żona ma zupełnie inne pochodzenie. Dorastała w Pradze, a następnie przeniosła się do Jekat rynburga, jednego z największych miast Rosji z dużą ilością możliwości. Dorastałem z Backstreet Boys, Titanikiem i marzeniami o życiu w wielkim mieście. Kiedy byłem w 6 klasie (myślę, że miałem wtedy około 12 lat), w moim życiu pojawiła się Natalia Akulenko. Była nowa w mieście, była darem, który w magiczny sposób wylądował u nas i zaczął uczyć nas muzyki. Była doskonałym nauczycielem. Pamiętam, jak mówiła: „Każdy powinien śpiewać jak ten chłopiec”. Mówiła o mnie. Zrozumiała, że jestem utalentowany, różnię się od innych dzieci. Pomogła mi przygotować się do uczelni. Wiesz, że nie widziałem jej od 15 lat?! Nasz kraj jest ogromny, a ona zniknęła bez śladu. Myślałem, że umarła. Jednak w grudniu ubiegłego roku znalazłem ją. Najdziwniejsze jest to, że mieszka tylko godzinę drogi od Moskwy, a nic nie słyszała o mojej karierze! W końcu przyjechała na przedstawienie 2 stycznia. Była w szoku. Przez cały ten czas nie miała pojęcia, że to ja byłem tym chłopcem ze wsi. Była ze mnie bardzo dumna. To był piękny początek Nowego Roku.

Dmitry Ermak podczas przesłuchań do Upiora w operze u Andrew Lloyd Webbera. Zdjęcie: Juriy Bogomaz

Czy występowałeś już przed przyjazdem do Moskwy?
O tak. Byłem członkiem dziecięco-młodzieżowego teatru orłowskiego Wolna Przestrzeń. W 2007 roku odwiedziliśmy Warszawę ze spektaklem Rzeźnia, polskiego dramaturga Sławomira Mrożka w reżyserii Grzegorza Mrówczyńskiego. Grałem wiele głównych ról w tym teatrze i jestem bardzo dumny z tamtego okresu w moim życiu. To uformowało podstawę mojej kariery. Gdybym dorastał w Moskwie, nie zdobyłbym tak bogatego doświadczenia ani nie mógłbym wykonywać wszystkich tych ról, w których grałem w wieku lat 25. Raz byłem na przesłuchaniu u znanego reżysera, Karen Szachnazarowa. Kiedy zobaczył listę ról, w które się wcielałem, zapytał mnie, ile lat mam naprawdę, bo nie mógł uwierzyć, że ktoś tak młody może mieć tak duże doświadczenie.
Zawsze chciałem odnieść sukces i marzyłem, by być bogatym. Rosja to ogromny kraj i choć można robić to samo w każdym mieście, dobre pieniądze można zarobić tylko w stolicy. Oczywiście uczelnie aktorskie zawsze uczą, że zawód jest najważniejszy. Zgadzam się, że to jest ważne, jednak nigdy nie chciałbym umrzeć jako biedny geniusz. Nie wstydzę się do tego przyznać. Muszę myśleć o moim życiu, o rodzinie, przyszłości mojego syna.

Jak to się stało, że trafiłeś wreszcie do stolicy?
Kiedy miałem 25 lat, starałem się dostać do pierwszego sezonu Pięknej i Bestii Disneya, ale dano mi tylko rolę bezzębnego służącego Gastona, LeFou. Odrzuciłem tę propozycję i postanowiłem czekać na lepszą okazję. Po pierwszym sezonie producenci zaprosili mnie do udziału w telewizyjnym konkursie talentów, bym mógł zastąpić głównego aktora w kolejnym sezonie. Wiedziałem jednak, że nie jestem Bestią. Nie widziałem siebie w tej roli. Miałem jednak 26 lat, mieszkałem w Orle i skrycie marzyłem o przeprowadzce do dużego miasta. Postanowiłem więc spróbować i zobaczyć, co się stanie. Zaproponowano mi rolę Lumiere, który był pierwszą postacią, w którą się wcieliłem w Moskwie w 2009 roku, ale już samo to, że zostałem zaproszony do telewizji było ogromnym sukcesem. Obecnie telewizja jest wszystkim. To, że jesteś w telewizji sprawia, iż jesteś sławny, a nie teatr… nawet Upiór. Tutaj nikt nie wie, kto jest gwiazdą na West Endzie czy Broadwayu. Tylko ci z nas, którzy są z branży i garstka fanów, wie, kim jest Sierra Boggess, natomiast każdy słyszał o Britney Spears.
Mimo to jestem bardzo dumny z mojej teatralnej kariery. Byłem nominowany do „Złotej Maski” − nagrody Rosyjskiego Teatru Narodowego w sezonie 2012-2013 za rolę Sebastiana w Małej Syrence, a teraz, w sezonie 2014-15 za rolę Upiora w operze. Wyniki będą znane w dniu 16 kwietnia.

Twoje życie przypomina nieco musical. Chłopak z małego miasteczka, z marzeniami o show-biznesie, przenosi się do dużego miasta i żeni się z królową sceny…
(śmiech) To prawda. Oczywiście znałem Nataszę Bystrową, zanim przeniosłem się do Moskwy. Kiedy zobaczyłem ją po raz pierwszy, pomyślałem, że jest jak obraz. Nie mogłem uwierzyć, że tak piękna kobieta, z tak doskonałym głosem może być prawdziwa. Jeszcze wtedy nie marzyłem, że pewnego dnia się z nią ożenię. Ale zrobiłem to i urodził się nam piękny chłopczyk.

To jak się poznaliście?
Zagraliśmy razem w Pięknej i Bestii. Była piękna i producenci pokochali ją tak bardzo, że zaprosili do udziału w World Musical Awards 2009 – uroczystości w hołdzie kompozytorowi Alanowi Menken – w Amsterdamie. Ale nasz związek się zaczął, kiedy grałem Zorro, a ona moją ukochaną, Louisę.

Więc to był prawdziwy teatralny romans?
Można tak to ująć. Grałem Sebastiana w Małej Syrence Disneya, a Natasha była Ariel. Mam wspaniałe zdjęcie mojej strasznej reakcji na chwilę, kiedy całuje księcia. To była prawdziwa zazdrość (śmiech). Myślę, że zakochałem się w niej z szacunku zawodowego. Ona jest niesamowitą wykonawczynią, grała główne role kobiece aż w ośmiu spektaklach na Broadwayu. Była Roxy w Chicago, a kiedy występowała w Mamma Mia, Benny i Björn z ABBy powiedzieli, że to najlepsza Sophia świata.

Kariera zawiodła cię z teatru do filmu i telewizji.
Tak, do moich marzeń o byciu jak Jude Law, Tom Hanks czy Jack Nicholson. Niestety stale oferują mi tylko role, takie jak policjanta czy złodzieja (śmiech).

Jak godzisz to z występowaniem w teatrze po nocy?
Kiedy miałem próby do Zorro, to była prawdziwa żonglerka. Próby trwały przez cały dzień w Moskwie, o 19.00 musiałem być na lotnisku. O 21.40 miałem samolot do Wołgogradu, gdzie kręciliśmy serial telewizyjny do 6 rano. Potem wracałem do Moskwy i od 11 rano byłem już w teatrze na próbie walki mieczem do musicalu… Dzisiaj to już inna historia. Kiedy zacząłem próby do Upiora, zrozumiałem, że zdominują moje życie, więc odrzuciłem kilka telewizyjnych ról.

Jak wygląda teraz twoje codzienne życie?
Dużo prościej. Mamy kryzys w Rosji i kręci się mniej filmów. Od marca nie zagrałem w niczym, ale to nie jest dla mnie problemem, bo w zasadzie jestem aktorem teatralnym. Mam też inne zobowiązania, na przykład koncerty. Ostatnio brałem udział w koncercie Piaf. Sinatra.100 poświęconym pamięci tych światowej sławy śpiewaków. Co więcej, jestem regularnie zapraszany na prywatne i korporacyjne eventy, jak inni aktorzy. W ciągu dnia ćwiczę na siłowni, uczę się angielskiego, jeżdżę na nartach i spędzam czas z rodziną.

Ermak (po lewej) w roli Lumiere’a w Pięknej i Bestii. Zdjęcie: Juriy Bogomaz

Pozwalają ci jeździć na nartach?
Jest w mojej umowie klauzula, która nie pozwala mi uprawiać niebezpiecznych sportów, ale reguły są po to, by je łamać (śmiech). Poważnie jednak mówiąc, muszę dbać o formę, bo trudno pracować w systemie broadwayowskim każdego dnia. Muszę dawać z siebie wszystko co w mojej mocy jako aktor dramatyczny oraz trafić nutę As, to jest jak uczestnictwo w zawodach w biathlonie, gdzie trzeba mieć siłę i wytrzymałość, aby pokonać dystans, a następnie móc dobrze strzelać.

To też psychiczne wyzwanie?
Trudno jest budzić się co rano i myśleć: „Czy mam jeszcze głos?”. Tutejszy klimat nie jest zbyt łaskawy i temperatura zmienia się z dnia na dzień. To ma ogromny wpływ na struny głosowe i muszę bardzo uważać. Jeśli nie jestem w formie, wiem, że nie mogę ryzykować i odwołuję spektakl, bo to może spowodować poważne uszkodzenia strun głosowych. One są jak mięśnie. Wyobraź sobie, że straciłem głos tuż przed premierą Upiora w operze i nie mogłem występować. Ktoś inny śpiewał zamiast mnie. To było dla mnie naprawdę bolesne doświadczenie. Dlatego sprawdzam głos codziennie rano, rozgrzewam go. Najpierw na szybko, w samochodzie, w drodze do teatru, a później dziesięć minut treningu z nauczycielem Teatru Bolszoj, którego nagrałem na telefon komórkowy. To trochę kosztowało, ale było warto! (śmiech).

Jak znajdujesz czas na bycie ojcem?
Oboje z Nataszą prowadzimy bardzo intensywne życie zawodowe. Na szczęście mieszka z nami teściowa. Nie chcieliśmy zatrudniać nianię. To było dla nas ważne, aby mieć kogoś z rodziny. Na szczęście nasz syn dobrze śpi w nocy i budzi się dopiero o 8 rano. Wie, w jakiej rodzinie przyszedł na świat! Codziennie pierwsze słowo, które mówi, to: Ba − Babuszka. Babcia natychmiast reaguje, jak płacze. To wspaniałe, że osobę, na której możemy polegać, bo Upiór jest bardzo wymagający. Występuję prawie codziennie, podobnie jak Natasza.

Zazdrosny Ermak w Małej Syrence, w scenie pocałunku swojej przyszłej żony Nataszy z Jewgienijem Zajcewem. Zdjęcie: Juriy Bogomaz

Byłeś zaskoczony sukcesem Upiora w Moskwie?
Tak. To już nasz drugi sezon z rzędu bez letniej przerwy. To zjawisko! W Moskwie nie myślimy o przeboju tak jak na Broadwayu czy na West Endzie. Nowy Jork ma 40 teatrów z miejscami na ponad 500 osób, podobnie jest w Londynie. Nasz teatr jest cztery razy większy, zagraliśmy ponad 500 spektakli, które obejrzało ponad 700 tys. widzów do tej pory. Przyjeżdżają z całej Rosji i innych krajów, aby zobaczyć rosyjską wersję Upiora. To naprawdę sukces, zważywszy na to, że w Moskwie działa około 250 teatrów oferujących wielką różnorodność spektakli, w tym zarówno sztuk, jak i musicali.

Jest jeszcze opera.
W rzeczy samej. Ale faktem jest, że choć każdy kojarzy Moskwę z Teatrem Bolszoj, to jest on bardziej zabytkiem architektury, a miasto ma więcej do zaoferowania niż tylko to. Pomyśl o Sowriemienniku, rosyjskim zespole teatralnym założonym w 1956 roku lub o Moskiewskim Akademickim Teatrze Muzycznym imienia Stanisławskiego. Rosyjski dramat ma tutaj długą tradycję.

Jakie masz plany na przyszłość?
Czy istnieje życie po Upiorze? Zdecydowanie tak! (śmiech) Jestem dyplomowanym aktorem, który potrafi śpiewać, a nie piosenkarką, która może ewentualnie coś zagrać. Tak szczerze mówiąc, choć Upiór w operze jest wielką rolą, nawet muzycznym odpowiednikiem Hamleta, to nadal szekspirowski Hamlet jest dla mnie wyzwaniem. Nie zapominam o tym. |

 

STEK

Moja żona jest wspaniałą kucharką, więc gotuję tylko wtedy, gdy chcę jej zrobić przyjemność. Ostatnią rzeczą, którą przygotowałem dla moich przyjaciół i sąsiadów, była wołowina. Zwykle stanowi dla mnie pewne wyzwanie, bo bywa za twarda. Udało mi się jednak znaleźć świetny przepis. Wziąć kawałek wołowiny, posypać solą i ziołami prowansalskimi, zawinąć w folię aluminiową. Umieścić w piekarniku. Znaleźć instrukcję obsługi piekarnika i postępować według niej.

 

Podziękowania dla Stage Entertainment Russia za umożliwienie wejścia za kulisy;
Wywiad umówiła dla nas menadżerka Dmitryja Ermaka Marina Belyaeva, rozmowę tłumaczyła Anna Kim.

 

 

 

Behind The Mask

 

Author: Jansson Antmann

 

When The Phantom of the Opera opened in London in 1986, Dmitry Ermak was just three years old. Growing up in a small town listening to the Backstreet Boys, he never imagined that he would one day perform the most famous role in the entertainment industry. Today, 30 years and more than 6 billion dollars later, Moscow has fallen under the allure of the ‘Man in the mask’. We meet Dmitry backstage at the MDM Theatre for an audience with the Phantom.

 

When did the thought of playing the Phantom first enter your mind?
To be honest, the significance of the role, and the long history of the show became apparent to me only recently. The Phantom of the Opera really entered the Russian consciousness with Joel Schumacher’s film adaptation, 18 years after the musical first premiered in London. I think I first came across the main theme [hums title refrain] around the year 2000. At that time I was still very young and had no serious thoughts of even becoming an actor. When they finally announced that the show was coming to Moscow, and I was already working in musical theatre, the idea that it could be me never entered my mind. I thought that the Phantom would be older – around 40 or 45 years old. Even when I came around to the idea that I could meet the demands of the role from a psychological and psychophysical perspective, I still thought I wouldn’t be tall enough.

How tall are you?
180cm, which is perfect for the stage. Any taller and it doesn’t look right.

So how did you come to be cast as ‘the Phantom’?
There were four rounds of auditions in Moscow and the first were held in 2013. The final round was at the beginning of February 2014, while I was performing Sebastian in The Little Mermaid. I auditioned for the role of Raoul, who completes the love triangle between Christine and the Phantom. I thought it could be an interesting part for me. I was crazy [laughs]. On 7th February I got an SMS informing me I’d won the role of the Phantom, but that I had to wait and keep quiet because Andrew Lloyd Webber wanted to invite the final auditionees to London to perform for him. I remember being incredibly nervous. After he’d seen us, he approved everyone except the role of Christine. In April they announced a further audition to cast her as well as the chorus. I was invited to visit the auditions and go up on stage so that the actresses they’d chosen could be measured up against me. Once they’d been approved we could finally announce that I was going to be the Phantom.

The Phantom of the Opera

[laughing] You mean they were chosen based on their height?
They had to be able to sing, of course, but it was one of the requirements. It’s got nothing to do with my height complex though [laughing]. The way the show is staged, the Phantom has to be taller than Christine. Remember those trademark moves? The ones you see on all the posters with the Phantom putting his arm around Christine? How on earth could I do that, if she was taller than me? As a result, both actresses who play Christine are only 158 centimeters tall.

As an actor, how did you find performing behind a mask?
I didn’t think about it. The first thing you learn at acting school is that you don’t act with your face. The most important thing is the energy, pitch and tambour of your voice. I can keep a straight face and still send chills down your spine, simply with the way I speak.

What are some of challenges you face in the role?
Oddly enough, even though I’m generally scared of heights, when I’m on stage I’m not afraid of anything. That said, there are things that are frankly dangerous, like my appearance as ‘Red Death’ in Act II. I have to wear a huge feathered hat, a large cape and high-heeled shoes, as well as a mask in the shape of a skull that prevents me from seeing my feet. I have to walk down a flight of stairs and position myself dead centre in the middle of a tiny trapdoor without looking down. That’s tough.

It is the most spectacular costume in the show though, so it’s got to be worth it.
Have you seen how big my arse looks in those pantaloons? [laughs] Let’s be honest. There is nothing better than a fine tuxedo. That’s the best costume in the show… simple and elegant.

The costumes, the sets, the entire production are the same as the original staged by director Hal Prince, choreographer Gillian Lynne and designer Maria Björnson 30 years ago. How much freedom did you have in your interpretation of the role?
There seems to be a misconception that a licensed production has to be an exact replica. I don’t agree. The most important thing is for the director to know how to help the actor find the truth of the character, without enforcing a particular interpretation. I trust my directors and I don’t remember any of them saying it had to be one way or another.
In the case of the Phantom it was very much my own creation. Of course, there are some trademark moves that are locked in as part of the choreography [mimics a few sweeping hand gestures], but how I got there and the way I incorporated them into my performance was entirely up to me. I remember that Hal Prince’s associate director, Arthur Masella, and the musical director, David Caddick, were very open to exploring new ways of approaching the character and my own interpretation. When I read the part I understood that he’s a wounded man, not a vampire or some monster. And that’s what I set out to play. I thought of him as a virgin who’d never known what it was to be with a woman. All he had was his ugliness, which prevented him from leading a normal life, his music and that girl. It’s often said that the show is a rite of passage for Christine as she is seduced by the Phantom, but the journey I take each performance is a sexual awakening for him too, after a life in the dark filled only with music. Sure there are sub-plots relating to lost father figures, the mystery and so on, but that’s not what makes the audience cry. It’s my feelings that have an impact on the audience; what I feel as an actor. To tell you the truth, I’ve seen other Phantoms, but it was always about perfect pitch and putting on a perfect show. It was all sung so sweetly, but it never really hit me emotionally. When we were rehearsing, Arthur Masella and I agreed that we should treat it like a Greek tragedy mixed with the truth of Chekov – no overacting or underplaying. It had to be true and that truth is what made the difference. Psychologically the role of the Phantom is very difficult. You can’t just sing it. Arthur Masella said, “It’s not important how you sing. It’s important what you do.”
If the Phantom screams, he screams for real. That’s the most difficult thing. Sometimes my colleagues are worried about me and whether I’ll be able to get through the rest of the week. But you have to give it all you’ve got. I remember David Caddick being very supportive throughout rehearsals and telling me, “You are the show; you are the music.”

And who are “you”? Who is the man behind the mask?
I am a very categorical person. I’m not very patient either. Sometimes I’ll walk into the dressing room and punch my chair because a colleague did something wrong. I take what I do on stage very seriously. I can’t understand what an untalented or an uneducated actor is doing on stage, when there are a lot of talented people who are desperate to eat and land a role. However we always have to deal with unprofessional people and that’s hard for me to deal with. I also need my own space… even at home. I need an hour or two, even if it’s just to watch a TV series. Of course there are arguments from time to time at home. I have to admit that I can be emotional and sometimes I’ll explode with anger. However I am honest and there’s no such thing as ‘plan B’ in my life. I’m not two-faced. If I have an argument, I maintain my position. I hate double standards.

What was it like growing up and what inspired you to pursue this career?
I grew up in a small town called Komarichi. Compared to Moscow it’s more of a village really. Of course there was a school and a railway station, but it only had about 8,000 inhabitants. My mother was a mathematics teacher and my father was a geography teacher. Those were Soviet times. My wife has a completely different background. She grew up in Prague and then moved to Yekaterinburg, one of Russia’s biggest cities with lots of opportunities. I grew up with the Backstreet Boys, ‘Titanic’ and dreams of living in a big city. When I was in 6th grade (I guess I was about 12 at the time) Natalia Akulenko entered my life. She was like a stranger in our little town – a gift that had magically landed there to teach us music. And she was the perfect teacher. I remember her saying, “Everyone should be able to sing like this boy.” She was talking about me. She understood that I was talented and not like the other kids and she helped me prepare for university. Would you believe I haven’t seen her for 15 years? Our country is huge and she’d disappeared without a trace. I thought she must have died. However in December last year I found her again. The strangest thing is she only lives one hour from Moscow and she hadn’t heard about my career! She finally came to see the show on January 2nd. She was shocked. All this time, she’d had no idea I was that boy from the village. She was so proud of me. It was a beautiful start to the New Year.

Dmitry Ermak sings for Andrew Lloyd Webber.

Did you perform much before coming to Moscow?
Oh yes. I was a member of Oryol’s ‘Free Space’ theatre for children and youth. We visited Warsaw in 2007 with Rzeźnia by the Polish dramatist, Sławomir Mrożek. It was directed by Gjegosh Mruvchinski ). I was playing lead roles in Oryol and I’m very proud of my time there. It formed the basis of my career. If I’d grown up in Moscow, I wouldn’t have acquired the breadth of experience or performed all the roles I had by the age of only 25. I once I was auditioning for the acclaimed film director, Karen Shakhnazarov. When he saw the list of roles I’d performed, he asked me how old I really was, because he couldn’t believe that someone so young could have so much experience.
However I’d always wanted to be successful and I had dreams of being wealthy. Russia is a huge country and although you can do the same job in any city, you’ll only make good money in the capital. Of course the acting academies always teach you to believe that it’s all about the profession. I agree that that’s important, however I never wanted to die a poor genius. I’m not ashamed to admit that. I have to think about my life, my family, my son’s future.

So how did you finally make it to the capital?
When I was 25 I tried to get into the first season of Disney’s Beauty and the Beast, but I was only offered the role of Gaston’s toothless servant, LeFou. I turned it down and decided to wait for a better opportunity. After the first season, the producers invited me to take part in a TV talent show to replace the leads for the second season. I knew I was no Beast. From a psychophysical perspective, I couldn’t see myself in that role. Nevertheless, I was 26, living in Oryol and harbouring dreams of moving to the big city. So I decided to try and see what would happen. I was offered the role of Lumiere, which was the first role I performed in Moscow back in 2009, but just being invited to take part in the telecasting had been a huge success. Nowadays television is everything. Being on television is what makes you famous, not the theatre… not even Phantom. Here, nobody knows who the stars of the West End or Broadway are. Only those of us in the industry and a handful of fans know who Sierra Boggess is, whereas everyone has heard of Britney Spears. However I’m very proud of the way my work in the theatre is being received. I was nominated for a Golden Mask – the Russian National Theatre Award – in the 2012-13 season for the role of Sebastian in The Little Mermaid and now in the 2014-2015 season for the role of the Phantom in The Phantom of the Opera. The results will be known on the 16th of April.

Your life resembles a musical to some degree. The boy from a small town, with dreams of making it in show business, moves to the big city and ends up marrying his leading lady.
[laughs] It’s true. Of course I’d known Natasha Bystrova before I moved to Moscow. When I saw her for the first time, I thought she was a painting. I couldn’t believe that such a beautiful woman, with such a perfect voice could be real. However at the time I never dreamt that one day I would marry her. But I did and now we have a beautiful baby boy together.

So how did you finally meet?
We performed together in Beauty and the Beast. She was Belle and the producers loved her so much that they invited her to take part in the World Musical Awards 2009 “Tribute to Alan Menken” in Amsterdam. It wasn’t until I was starring in Zorro and she was playing my beloved Louisa that our relationship began.

So it was a real theatre romance then?
You could say that. I played Sebastian in Disney’s The Little Mermaid and Natasha was Ariel. I have a wonderful photo of my horrified reaction when she kisses the prince. That was real jealousy. [laughs] I think I fell in love with her through my professional respect. She is an incredible performer and has played the female lead in 8 Broadway shows. She was Roxy in Chicago, and when she performed in Mamma Mia, Benny and Björn from ABBA said she was best Sophia in the world.

Your career has taken you beyond theatre into film and television.
Yes, though my dream of being like Jude Law, Tom Hanks or Jack Nicholson still eludes me. I keep getting cast as either criminals or the cops! [laughs]

How do you balance that with performing in the theatre at night?
When I was rehearsing Zorro, it was a real juggling act. I would rehearse all day here and leave for the airport at 7pm. At 9.40pm I flew to Volgograd, where I filmed a television series until 6am. After that I flew straight back to Moscow and by 11am I was back here at the theatre rehearsing a sword fight for the musical. However today it’s a different story. When I started to rehearse the Phantom, I understood that it would dominate my life and I rejected some roles on television.

What’s your daily routine now?
It’s a lot simpler. We have a crisis in Russia and there are less movies being filmed. Since March I haven’t shot anything, but that’s not a problem for me because basically I am a theatre actor. I also have other engagements like concerts. Recently I took part in the show “Piaf. Sinatra. 100” dedicated to the memory of those world famous singers. Moreover, I am regularly invited to private and corporate evenings like other actors. During the day I work out at the gym, learn English, go skiing and spend time with my family.

Ermak (on the left) as Lumiere in Beauty and the Beast.

Are you allowed to ski?
There is a clause in my contract that prevents me from practising dangerous sports, but every rule is made to be broken [laughs]. Seriously though, I have to keep fit because it’s hard to work in the Broadway system every day. Doing my best as a dramatic actor and then hitting the note “La flat” [A flat] is like competing in a biathlon, where you have to have the strength and stamina to go the distance and then be able to shoot well.

Is it a mental strain as well?
It is hard to wake up every morning and think, “Do I still have a voice?” The climate isn’t kind to us and the temperature changes from day to day. That has a huge impact on the vocal cords and I have to be mindful of what’s going on. If I’m out of form, I can’t risk performing – it can cause serious damage, because the vocal cords are muscles. I actually lost my voice just before the premiere of ‘Phantom’ and I couldn’t perform. Imagine that! The alternate went on instead. That was a truly painful experience for me. For this reason I check my voice and pitch every morning. Then I warm up a couple times – first of all very quickly in the car on the way to the theatre, and later a 10-minute prechorus with a teacher from the Bolshoi, which I have recorded on my phone. It cost a lot but it is worth it! [chuckles].

Where do you find time to be a parent?
Both Natasha and I have very busy careers. Fortunately we live with my mother-in-law. We didn’t want to hire a nanny. It was important for us to have someone from within the family. Thankfully our son sleeps through the night and wakes up at 8am every day. He knows what kind of family he was born into. The first thing he says is ‘Ba’ for Babushka and his grandmother immediately comes to the rescue. It’s wonderful that we have her support and that we can rely on her, because The Phantom is very demanding and I perform almost every day, as does Natasha.

A jealous Ermak looks on as his future wife Natasha kisses Eugeny Zaitsev in The Little Mermaid.

We’re you surprised by the success of ‘the Phantom’ in Moscow?
I was. We are playing our second season in a row without breaking for summer. That’s a phenomenon! In Moscow, we don’t think of a hit in the same way they do on Broadway or in the West End. New York has 40 theatres that seat over 500 people, and there’s a similar amount in the London. Our theatre is four times the size of those major venues and we’ve tallied over 500 performances and over 700 000 spectators so far. They come from all over Russia and other countries to see the Russian version of the Phantom. That’s in the face of a lot of competition with about 250 theatres in Moscow presenting a huge variety of theatre, including other musicals and plays.

And opera.
Indeed. But the fact is that although everyone associates Moscow with the Bolshoi, it really is more of an architectural monument and there is so much more to the city than that. Think of the Sovremennik (Contemporary) Theatre, founded in 1956. Or Stanislavski. Russian drama has a strong tradition here.

Is that something you want to do more of? Is there a life after ‘Phantom’?
Definitely! [laughs] I’m a qualified actor who can sing, not a singer who can act. So to be honest, although ‘the Phantom’ is a great role and it may be the Hamlet of musicals, there’s still Shakespeare’s original to conquer. I haven’t lost sight of that. |

 

STEAK

My wife is an amazing cook, whereas I only cook to please her. The last thing I cooked for my friends and neighbours was beef, which I usually find challenging, because it goes hard. However, I found the perfect recipe. Take a piece of beef, sprinkle it with salt and Provençal herbs and wrap it in foil. Place it in the oven, find the oven manual and follow the instructions.

 

0.00 średnia ocena / 0 głosów