Edmond Eisenberg

Rozmawiamy z Edmondem Eisenbergiem, synem José Eisenberga – założyciela marki EISENBERG Paris.

 

Tekst: Agata Czarnacka

 

Pana ojciec, założyciel firmy Eisenberg Paris, urodził się po wojnie w Rumunii, w rodzinie przedwojennych przemysłowców. Co pan odczuwa dziś wobec tej dalekiej ojczyzny?
Mojemu ojcu udało się odmienić swój los i bardzo go za to podziwiam. To wymagało wytrwałości, wizji, siły i gotowości do walki o lepsze życie. Zaczynał od zera, ale napędzała go imponująca determinacja. Dzięki temu osiągnął sukces, swoje liczne i różnorodne pasje łącząc w marce EISENBERG. Dorastałem u jego boku, był dla mnie zarówno wzorcem osobowym i mentorem, jak i moim najlepszym przyjacielem. Przekazał mi – jako osobie, jego synowi – te niezwykle silne wartości, które charakteryzują również naszą markę: poszukiwanie doskonałości, ideału, miłość do piękna, innowacyjność, ponadczasowość, a także głęboki szacunek do tego, co w życiu najważniejsze. Moje wspomnienia z dzieciństwa są nierozerwalnie związane z tym dziedzictwem – mam nadzieję, że będzie mi towarzyszyło już zawsze i żyło również poprzez naszą markę.
Mój ojciec dorastał pozbawiony wielu rzeczy, w tym wolności. Kiedy się uczył, przyświecało mu przekonanie o potrzebie szacunku i ciężkiej pracy, która pozwala osiągnąć w życiu coś więcej – później te same wartości przekazał i mnie. Rumunia zawsze była krajem frankofonów, co wyjaśnia skąd nasze przywiązanie do kultury francuskiej – zwłaszcza że EISENBERG to marka w 100% Made in France. W tym miejscu przychodzi mi do głowy anegdota. Pamiętam, jak przyglądałem się rytuałowi golenia się mojego ojca, podczas którego opowiadał mi procesie tworzenia produktów, podawał receptury i podkreślał wagę każdego detalu. Każdy z jego gestów był precyzyjny i pełen znaczenia.

 

Jak się pan kształcił? Ścieżka pana ojca była dość niezwykła. Jak można przygotować się do życia u boku takiego geniusza-samouka? Był pan pianistą, wirtuozem gry na skrzypcach, kompozytorem, studiował pan również sztuki sceniczne i zdobył międzynarodowe wykształcenie biznesowe…
Odkąd się urodziłem, byłem głęboko zanurzony w świecie EISENBERG-a i od najwcześniejszych lat wiedziałem, że chcę być jego częścią. Oficjalnie dołączyłem do firmy kilka lat temu, ale cała moja edukacja budowana była wokół marki. Moje osobiste wartości i wartości, które wiążemy z naszą marką, są ze sobą zrośnięte i odzwierciedlają ducha mojego ojca.
Odkąd byłem małym dzieckiem, opowiadał mi o procesach tworzenia produktów i recepturach, które wciąż mam w pamięci. Mój ojciec, który zarazem jest moim mentorem, zawsze starał się ze mną dzielić swoją imponującą wiedzą, pasją i miłością. Z pokorą uczestniczę w tym, co udało mu się stworzyć, uczę się, jak ważny jest każdy szczegół, za jego wzorem stale poszukując doskonałości. Najważniejsze wartości, jakie mi przekazał, to pozytywne podejście, kultywowanie pasji, szacunek i szczerość w relacjach z innymi.
Nie mogę jednak zaprzeczyć, że miałem szczęście dorastać w innych okolicznościach niż on i że moja ścieżka rozwoju była zupełnie inna. Jestem niesłychanie za to wdzięczny. Podziwiam go i czerpię z tego dodatkową motywację. Wszystko, co robię, jest nieprzerwanym hołdem dla mojego ojca.
W życiu prywatnym wiele radości dostarcza mi moje wykształcenie artystyczne. Mój ojciec przekazał mi swoją miłość do sztuki i ponadczasowego piękna. Sztuka zawsze była częścią mojego życia – cieszyło mnie obcowanie z nią, na przykład na widowni w sali koncertowej, ale i wykonawstwo. Równolegle do moich studiów uniwersyteckich skończyłem studia muzyczne, specjalizując się w fortepianie, skrzypcach i teorii z kompozycją. Później doszły do tego gitara, śpiew i perkusja, co we wspaniały sposób pozwoliło mi się zagłębić w nowe obszary muzyki. Równolegle studiowałem sztuki sceniczne w Londynie – teatr – co także było znakomitym uzupełnieniem mojej edukacji i dało mi nowe spojrzenie na życie, pozwoliło odnowić moją wrażliwość. Zawsze chciałem jakoś skorzystać z tej pasji i sprawić, że moja miłość do sztuki wzbogaci naszą markę. Z tego powodu jestem zaangażowany w kreatywny rozwój EISENBERG-a. Czuję, że mój obowiązek to podtrzymywanie wartości związanych z marką i zagwarantowanie, by z czasem zaangażowanie po ich stronie nie osłabło.

Jeden z celów, jakie przyświecały EISENBERG-owi, to „demokratyzacja mody”. Czy może pan wyjaśnić, skąd się to wzięło i jak można to rozumieć? Czy to nadal ważny trop dla państwa firmy?
Moda nie polega na tym, że ślepo podąża się za jakimś trendem ani że chce się za wszelką cenę zrobić wrażenie na innych. To osobisty wybór, który ma nam pomóc czuć się ze sobą dobrze. Widzę to jako wspaniałą formę ekspresji: ubranie może podkreślić nasz nastrój i dodać nam tej odrobiny wiary w siebie, której potrzebujemy, żeby zmierzyć się z codziennymi wyzwaniami. Moda powinna być dostępna dla każdego – dlatego, że każdy z nas ma prawo do ekspresji własnej osobowości i emocji.
EISENBERG jest marką luksusową, ale przywiązujemy ogromną wagę do uniwersalności. Nie mamy określonego „typu” klienta, a nasz asortyment jest bardzo szeroki. Mamy produkty pielęgnacyjne dla wszystkich – niezależnie od kultury, z jakiej ktoś pochodzi, od płci, typu cery czy potrzeb lub upodobań. Mamy rozwiązania dla każdego, bardzo przyjazne, a zarazem gwarantujące przyjemne doznania i wywołujące emocje. Staramy się, by nasze produkty były godne pożądania, ale zarazem pozostawały dostępne.
Nadrzędnym celem EISENBERG Paris jest wnoszenie do życia mężczyzn i kobiet, którzy sięgają po nasze produkty, piękna, satysfakcji i zadowolenia. Nie będziemy nikogo dyskryminować. To osoby z każdego miejsca na świecie, każdej płci i rozmaitego pochodzenia. Ze skromnością oferujemy im to, co mamy najlepszego – cząstkę uniwersum EISENBERG.

W EISENBERG Paris badania naukowe skupiają się na kosmetykach. Jaki był nadrzędny cel waszych poszukiwań? Czy znacząco zmienił się z biegiem lat?
Inwestujemy przede wszystkim w R&D i badania naukowe, bo naszym zdaniem skuteczność produktów powinna być istotniejsza od pustego marketingu. Osią naszych poszukiwań zawsze było udoskonalanie produktu – prawdziwa pogoń za absolutem, codzienne starania o to, by odnaleźć idealną równowagę między skutecznością, innowacją, przyjemnością o zmysłowym charakterze, elegancją, luksusem i ponadczasowością.
Te poszukiwania zaczęły się w 1985 roku – po piętnastu latach badań udało nam się odkryć recepturę Formuły Trio-Molekularnej. To wtedy, w 2001 roku, na rynku pojawiła się marka EISENBERG. Osiemnaście lat temu mój ojciec był pionierem badań nad biokosmetyką. Przez cały czas był przekonany, że to nauka jest najlepszym sojusznikiem postępu i pozwala osiągać coraz lepsze i lepsze rezultaty. Naszym zdaniem budowanie marki polega na tym, by dostarczać klientom przyjemności: dajemy im klucz do jedynego w swoim rodzaju świata piękna.

Formuła Trio-Molekularna® była przełomem i wciąż pozostaje w państwa ofercie. Na czym polega jej działanie?
Na opracowanie Formuły Trio-Molekularnej® potrzebowaliśmy trzynastu lat badań i dwóch kolejnych lat testów klinicznych i medycznych. To unikalna receptura złożona z trzech cząsteczek istniejących w naturze: regenerującego enzymu, energetyzującej cytokiny i natleniającej biostymuliny. Zestawione ze sobą te trzy cząsteczki zapewniają znakomitą ochronę przed starzeniem i, kiedy potrzeba, działają korygująco. To odkrycie naukowe jest dziś rdzeniem właściwie wszystkich moich produktów. Formuła Trio-Molekularna® jest opatentowana na całym świecie i stanowi wyłączną własność marki.

Eisenberg Paris opracował też inne produkty, takie jak perfumy czy kosmetyki kolorowe.  Receptury kosmetyków kolorowych tej marki są rewolucyjne, ale za to zapachy mają przenosić nas do pięknej przeszłości…
Nasza marka odzwierciedla wartości, know-how i doświadczenia życiowe mojego ojca. Dlatego więc, mimo że zaczynaliśmy od branży skincare, naturalną koleją rzeczy przekształciliśmy się w globalną markę beauty, która obejmuje wszystkie trzy osie produktów. W rzeczywistości w tej chwili jesteśmy chyba jedyną marką globalnego obszaru beauty, która wciąż pozostaje w rękach rodzinnych i prowadzona jest przez swojego kreatora. Nasze zapachy są bardzo „emocjonalne” – to one są sztuką, która przemawia wprost do duszy, wywołuje silne emocjonalne reakcje i stanowi uczuciowy bodziec. Perfumy potrafią przywołać jak żywe wspomnienia z przeszłości i w ten sposób oddziałują na emocje. Zapach może sprawić, że poczujemy nostalgię, podniecenie, a nawet zdenerwowanie. Wszystko zależy od tego, jak go postrzegamy i z jakimi doświadczeniami i emocjami wiążemy go na podświadomym poziomie. Kosmetyki pielęgnacyjne, kolorowe i zapachy należy łączyć, aby uzyskać pewność siebie i poczucie, że zadbało się o całą osobowość… Oczywiście z uśmiechem! Dzięki temu, że rozwijamy wszystkie trzy osie produktów, możemy naszym klientom zaproponować całościowe doświadczenie EISENBERG. Staramy się być cząstką ich życia, ulepszać je i upiększać.

Jaka jest pańska rola w rodzinnym imperium?
Jako dyrektor strategiczny z uwagą przyglądam się rozwojowi Eisenberg Paris, w szczególności wizerunkowi marki, komunikacji, ofercie produktowej, strategii, taktyce handlowej oraz dystrybucji. Moim obowiązkiem jest dbałość o bliskie marce wartości, podtrzymywanie tych wartości i pielęgnowanie ich. Musimy zdawać sobie sprawę, ze dzisiejsze społeczeństwo się zmienia, musimy odpowiadać na to z otwartym umysłem i elastycznością, ale jednocześnie trzymać się naszego DNA, które czyni nas wyjątkowymi.
Mam zaszczyt być także ambasadorem linii kosmetyków dla mężczyzn, która jest najlepszą ilustracją naszej hierarchii wartości. Mam zamiar sprawić, by marka rosła i pozostawała w naszej rodzinie z pokolenia na pokolenie.
Kiedy trzeba, wnoszę do firmy mój unikalny wkład artystyczny – miałem miedzy innymi okazję reżyserować filmy i komponować do nich muzykę na potrzeby naszej kolekcji Art du Parfum, z których jeden zapach znacząco nazywa się I AM („Jestem”).

Obecnie nadzoruje pan ekspansję firmy na rynek polski. Co sądzi pan o naszym kraju?
Polska to fascynujący, kosmopolityczny kraj o wspaniałej architekturze i równie imponującej historii. Społeczeństwo w szybkim tempie rozkwita, ludzie są niesłychanie kulturalni, obstają przy swoich wartościach, są dumni ze swojej ojczyzny. Widać silne przywiązanie do savoir-vivre’u i wartości rodzinnych. Polska gospodarka cechuje się w ostatnich latach jednym z najszybszych wzrostów w Europie, silny jest też duch przedsiębiorczości. Mamy szczęście, że wchodzimy na rynek w tak uroczym kraju, który wspaniale odzwierciedla najważniejsze dla naszej marki wartości.
Jestem Polską zafascynowany. Udało jej się zachować swoją kulturę i wartości mimo globalizacji. Mój ulubiony kompozytor, Fryderyk Chopin, był Polakiem. Uwielbiam też polskie jedzenie, którego miałem szansę kilka razy skosztować.

Podsumowując naszą rozmowę, chcielibyśmy wprowadzić akcent osobisty. Jaka jest pana ulubiona forma spędzania czasu?
Moją pasją jest muzyka i nie wyobrażam sobie dnia, w którym nie grałbym lub nie słuchał muzyki. Uwielbiam chodzić do opery i uczestniczyć dzięki przedstawieniu w prawdziwych emocjach, ale także dlatego, że to opera stanowi syntezę wszystkich sztuk: poezji, teatru, tańca, malarstwa, rzeźby… Bardzo też lubię zwiedzać wystawy i chodzić do teatru. Staram się być w muzeach i galeriach sztuki tak często, jak to tylko możliwe. Całym sercem wierzę w łacińskie powiedzenie mens sana in corpore sano. Oznacza ono, że w zdrowym ciele mieszka zdrowy duch, ale jestem pewien, że można je również odwrócić i rozumieć jako „zdrowy duch gwarantuje zdrowe ciało”!
Co ciekawe, mój personalny trener, Tomasz Geborys – wspaniały sportowiec w najlepszym tego słowa znaczeniu, który stał się moim wielkim przyjacielem – też jest Polakiem!

Tradycją naszego magazynu jest dołączanie do wywiadu przepisów na ulubione danie lub napitek naszych gości. Jakie jest pana ulubione danie?
Wierzę, że kulinaria to najlepszy sposób na odkrywanie kultury. Kiedy jestem w jakimś kraju, zawsze rozmawiam z jego mieszkańcami i staram się skosztować tradycyjnych dań, najchętniej w towarzystwie kogoś, kto pochodzi z danego regionu. To zapewnia mi prawdziwe i głębokie zrozumienie lokalnej kultury. Nie wystarczy turystyka, kiedy jest się w jakimś mieście czy kraju, trzeba się w nie na różny sposób zanurzyć. Kiedy jestem w domu, lubię jeść jak najzdrowiej, dostosowując dietę do rozkładu dnia. Bardzo ważna jest różnorodność, otwartość i gotowość na kosztowanie wszystkiego. W końcu pasja, miłość,  wdzięczność i szacunek powinny być stale obecne w życiu każdego z nas – to dotyczy również tego, co jemy! Mogę tylko zdradzić, że zawsze staram się mieć w kuchni czekoladę marki E. Wedel. |

 

Mus czekoladowy à la française

Składniki:
Dwie tabliczki (200 g) ciemnej czekolady, np. marki E. Wedel
20 ml wody
20 ml brandy lub koniaku
15 g masła
4 białka
4 żółtka
3 łyżki cukru
przyprawy, np. cynamon, gałka muszkatołowa, chilli
Przygotowanie:
W rondelku stopić czekoladę z wodą, brandy i przyprawami. Wymieszać i odstawić zaraz po roztopieniu. Do masy dodać masło i, energicznie mieszając, kolejno dodawać żółtka.
Białka ubić na sztywną pianę z cukrem i szczyptą soli i dodawać partiami do masy, cały czas mieszając.
Jednolitą masę wlewać powoli do schłodzonych pucharków. Przestudzony mus w naczyniach włożyć do lodówki na co najmniej 2,5 godziny. Podawać z migdałami, wiśniami z likieru, bitą śmietaną lub wiórkami kokosowymi.

 

Podziel się swoją opinią

Please enter your comment!
Please enter your name here

Solve : *
16 − 8 =


This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.