Urszula Kamińska

Była rockmanką, rzucała studia kilka razy, zmieniała zawody. Gdy miała już dość kolejnego wampirycznego szefa, została… artystką. No i nie najgorzej sobie w świecie sztuki radzi. A jak, opowiada mi Urszula Kamińska.

TEKST: DAGMARA WIRPSZO

Jak się pani poczuła, kiedy odczytała na twitterze wpis Richarda Bransona, komplementującego swój portret, pani autorstwa?
Poczułam się dokładnie tak, jak może się poczuć osoba, stawiająca całe swoje życie na jedną kartę. Dla realizowania marzeń o byciu malarką poświęciłam karierę zawodową
i zainwestowałam wiele emocji. Kiedy płynie się w nieznanym kierunku, takie wydarzenie jak uznanie od Sir Richarda Bransona [brytyjski przedsiębiorca, miliarder, przyp. D.W.], dodaje wiatru w żagle i utwierdza w przekonaniu, że wybrało się dobrą drogę. To taki
uśmiech od świata, który dodaje pewności siebie, ale i onieśmiela.

Taka nieśmiała chyba pani nie jest. Jest pani artystycznym samoukiem. Od czego ta przygoda ze sztuką się zaczęła?
Jestem samoukiem, albo raczej samodzielnie pobieram lekcje z książek i obrazów wielkich twórców. Wrażliwość na sztukę wyniosłam z domu. Tata hobbistycznie malował, pokazywał nam techniki rysunku. Uczył jak rysować nieco inne prace niż niebieski pasek na górze
kartki to niebo i zielony pasek na dole kartki to trawa. Rodzice mają ogromną bibliotekę różnych książek i albumów malarstwa. Kiedy byłam mała, uwielbiałam je oglądać. Dzień, kiedy podjęłam decyzję, że rzucę pracę i zostanę malarką zapamiętam do końca życia.
Było to we Francji, w Normandii, na amerykańskim wojskowym cmentarzu. Widok białych krzyży ciągnących się po horyzont, upamiętniający młodych chłopaków,
którzy zakończyli ziemską podróż w wieku 18, 19, 22 lat, coś we mnie obudził. Uświadomiłam sobie, że mam ogromny przywilej żyć w czasach pokoju, w czasach niezwykłych możliwości komunikacji globalnej, a pracuję dla kogoś, nie realizując marzeń
i talentów, obawiając się zadań ponad siły, humorów szefa, itd. To wtedy usłyszałam podpowiedź Rzuć wszystko, zostań malarką. I tak też zrobiłam po powrocie do Polski.

Ale przed tą pracą i sztuką, była pani chyba rebeliantką. Wielokrotnie rzucała studia, grała w zespole rockowym.
Zawsze ciągnęło mnie w miejsca, gdzie nie jest bezpiecznie, cieplutko i przewidywalnie. Czy to rebelia? Raczej podróżowanie przez życie w stylu Kamikadze. Zawsze chciałam żyć ciekawie, kolorowo, być zauważana. Szkoła, studia, praca – to wszystko niebywale mnie nudziło. Nie w tym widziałam przysłowiową sól życia. Kiedy pierwszy raz zrezygnowałam
ze studiów, podjęłam się pracy kelnerki. To była ciężka praca, ale czułam, że żyję. Poznawałam masę ludzi, było ciekawie. Na studiowanie dawałam sobie szansę jeszcze cztery razy. Za każdym wytrzymywałam rok i porzucałam karierę naukową. Żeby było
jasne – nigdy nie miałam problemu z przyswajaniem wiedzy – jednak zawsze czułam, że tracę czas. Ten system nie był stworzony dla mnie. Myślę, że sama lepiej wiem, w jaki sposób i w jakim kierunku chcę się rozwijać. Moje lekceważące podejście do ocen było
znane już od podstawówki.

 

 

0.00 średnia ocena / 0 głosów

Podziel się swoją opinią

Please enter your comment!
Please enter your name here

Solve : *
27 + 28 =