Do schrupania

Znamy ją najlepiej w postaci czerwonej, rzadziej białej, ale bywa też czarna.
Ma wiele odmian, różny kształt, wielkość i ostrość. Jeśli wierzyć źródłom, mała czerwona rzodkiewka była przysmakiem faraonów już jakieś dwa tysiące lat temu.

 

Tekst: Katarzyna Skorska

 

Ale najpierw, dawno, dawno temu, rosła sobie w Azji zwyczajna rzodkiew. To mogło być w Chinach, gdzie do dziś cieszy się ogromną popularnością. Stamtąd duża rzodkiew przewędrowała do Egiptu, gdzie tamtejsi rolnicy wyhodowali skarłowaciałą formę – być może po to, by ładniej prezentowała się na stołach faraonów. Z kolei kilka wieków później Rzymianie sprowadzili rzodkiewkę do Europy. Już w średniowieczu istniało wiele postaci i gatunków rzodkwi. Zaliczana jest do rodziny warzyw kapustowatych, zatem można ją z powodzeniem nazwać krewną kalafiora, brokułów i brukselki. Rzodkiewka jest odmianą rzodkwi zwyczajnej. Ale dzisiaj ta mała rzodkiewka sama występuje w wielu odmianach i prezentuje się rozmaicie: bywa szkarłatna z białym końcem, różowa albo intensywnie czerwona, kulista, wydłużona, biała, a nawet żółta. Moim skromnym zdaniem najsmaczniejsze są te z intensywnie czerwoną skórką, niezbyt wyrośnięte, nie za bardzo ostre w smaku, okrągłe – nazywane Cherry Belle. Ale bardzo smakuje mi też Saxa i Carmen. Nie będę udawać, że znam wszystkie odmiany, bo jest ich ze dwadzieścia. Jedno jest pewne – każda rzodkiewka najlepiej smakuje, gdy jest świeża. Każda ma też podobną wartość odżywczą, przyspiesza metabolizm i przeciwdziała anemii. Odmiany wczesne są łagodniejsze w smaku, odmiany późniejsze potrafią dopiec naszym językom. No i rzecz jasna, najzdrowsze są rzodkiewki jadane na surowo.

Dla zdrowia, dla urody

Egipcjanie, uważani za „producentów rzodkiewki”, stosowali ją ponoć nie tylko na poprawę trawienia, lecz także na wzmocnienie pamięci i wzroku. Współcześnie rzodkiewka polecana jest również na wiele dolegliwości. Okazuje się, że pobudza łaknienie i trawienie, wspomaga pracę wątroby, zapobiega niestrawnościi likwiduje zgagę, działa grzybobójczo i bakteriostatycznie (czyli podobnie jak antybiotyk) oraz wykrztuśnie, zatem polecana jest przy dolegliwościach oskrzelowych. Powinni też po nią sięgnąć nadciśnieniowcy. Rzodkiew i rzodkiewka zawierają witaminy z grupy B, sporo wapnia, żelaza, potasu i magnezu. Do tego są niskokaloryczne (16 kcal w 100 g). W tym małym, skromnym warzywie występuje zgrabne połączenie żelaza, miedzi i manganu, korzystnie wpływające na procesy krwiotwórcze. Ale uwaga, nic na tym świecie nie jest doskonałe! Niestety rzodkiewka nie może być remedium na wszystko i dla każdego. Okazuje się, że względu na dużą zawartość olejków, glikozydów i kwasów organicznych rzodkiewek nie powinny jeść osoby z dolegliwościami trzustki, nie są również wskazane w diecie osób z zapaleniem wątroby i przy nieżycie jelit. W przemyśle kosmetycznym znakomite zastosowanie znalazła czarna rzodkiew. Z jej soku przygotowuje się nalewki, wywary i syropy, które pomagają leczyć zmiany łuszczycowe na skórze. Sok z rzodkwi słynie też z tego, że przeciwdziała łysieniu. Znane są szampony z wyciągiem z czarnej rzodkwi przeznaczone do włosów osłabionych, przetłuszczających się i wypadających. Nacieranie wyciągami z rzodkwi łagodzi nerwobóle i bóle reumatyczne.

Faszerowana, gotowana, kiszona

Gdy przed wielu laty na rynku zagościły kiełki rozmaitych warzyw, sąsiad nazwał mnie pożeraczem nienarodzonych rzodkiewek. Zrobiło mi się nawet trochę głupio, ale nie aż tak, by zrezygnować z ich jedzenia. Smakują trochę jak rzodkiewka, mają podobne właściwości, ale jest w nich znacznie więcej witaminy C. Świetnie nadają się do jedzenia na surowo, do sałatek i twarożków. Prawdę mówiąc, nie próbowałam gotować kiełków rzodkiewki, ale zupa z rzodkiewki białej czy czerwonej to banał. Rzodkiewka smażona na patelni, podawana na słodko, marynowana – też nie jest żadnym odkryciem. Ostatnio jednak poznałam przepis na rzodkiew faszerowaną. Oczywiście nie nadaje się do tego nasza mała bohaterka, lecz jej japońska krewniaczka znana pod nazwą daikon. Podobna jest do rzodkwi białej, tyle że potrafi być naprawdę wielka, jest też znacznie ostrzejsza i bardziej szczypiąca. Japończycy wierzą, że daikon posiada duszę. Lubią maczać daikonowe słupki w paście miso, której słodko-słony charakter ładnie współgra z ostrym smakiem rzodkwi. Co ciekawe, daikon w trakcie gotowania lub smażenia traci swój pikantny charakter i staje się wręcz słodka. |

 

Faszerowana rzodkiew japońska

Składniki:
4 duże rzodkwie japońskie
6 pieczarek
2 papryki – zielona i czerwona
świeży majeranek
sól
pieprz

 

Przygotowanie:
Rzodkiew myjemy, obieramy i kroimy wzdłuż na cztery długie paski. Wydrążamy środek. Drobno skrojone papryki i pokrojone pieczarki dusimy na oliwie, przyprawiamy do smaku. Pod koniec duszenia dodajemy wydrążony, poszatkowany miąższ rzodkwi – tak przyrządzoną pastą wypełniamy wydrążoną rzodkiew. Wszystko razem podgrzewamy w piekarniku przez około 10 minut.

0.00 średnia ocena / 0 głosów

Podziel się swoją opinią

Please enter your comment!
Please enter your name here

Solve : *
25 − 18 =