premiera 10 września 2017, HBO

 

Nowy Jork w latach 70. ubiegłego wieku był niemal równie niebezpieczny jak strefa wojenna. Może nie trzeba było bać się bombardowań, ale na ulicach, zwłaszcza po zmierzchu, każdy był zdany wyłącznie na siebie. Prawdziwy „stan natury” według Hobbesa, gdzie każdy każdemu był wilkiem, czyhającym na wszelkiego rodzaju słabości. Bardzo długo Amerykanie traktowali ten okres w historii swojej nieformalnej stolicy jak zły sen. Dopiero ogromne inwestycje, zarówno w poprawę bezpieczeństwa, jak i w społeczny poziom życia, naprawiły sytuację i doprowadziły do tego, że Nowy Jork stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych i pozytywnie kojarzonych miejsc na świecie. Dzisiaj „dziki Nowy Jork” okazuje się być źródłem inspiracji. Jednak twórcy nie dają się ponieść łatwej nostalgii. Lata 70. na Manhattanie czy Brooklynie traktują nieco jak scenerię westernu. Twórcy serialu „Kroniki Times Square” nie są wyjątkiem. Już w pierwszej scenie główny bohater pada ofiarą napadu z bronią w ręku; w drugiej – przystojny alfons stara się wyłowić z grupy przyjezdnych młodziutką dziewczynę nadającą się do pracy na ulicy. Bo też hippisowska rewolucja seksualna miała swoje konsekwencje. Nie było już powrotu do dusznych domów na przedmieściach z lat 50. W przyśpieszającym coraz bardziej świecie płatny seks zajął miejsce wolnej miłości. Twórcy „Kronik Times Square” dokumentują tę przemianę: serial opowiada o początkach pornobiznesu, który zaczął wyrastać w Nowym Jorku zaraz po zalegalizowaniu tej branży, budząc natychmiastowe zainteresowanie klientów, ale i mafii, wiecznie poszukującej sposobów na wypranie nielegalnie zdobytych pieniędzy. Vincent i Frankie Martino, jednojajowi bliźniacy (obaj grani przez Jamesa Franco), z których jeden stara się być przykładnym mężem i ojcem, a drugi dawno wyzbył się jakichkolwiek złudzeń, że kiedyś mu się to uda, za sprawą długów Vincenta znaleźli się na celowniku mafiozów. Ale to Candy, ceniąca swoją niezależność prostytutka z Times Square, jako pierwsza zobaczy prawdziwy potencjał nowej branży. Słodką, a zarazem cwaną Candy gra Maggie Gyllenhaal, co dla fanów filmu Sekretarki czy serialu „Uczciwa kobieta” jest najlepszą rekomendacją nowej produkcji. Kolejną mocną stroną jest wspaniale przedstawiona, barwna subkultura nowojorskich czarnych. To początki gangów – trochę jak western z afroamerykańskimi korzeniami. Ale także feeria kolorów, wspaniale odtworzona niesamowita męska moda kreowana przez przeważająco czarną ulicę – marynarki w prążki, kraty i kwiaty, paski w talii, kolorowe koszule z żabotami, wymyślne fryzury i niemal pirackie kapelusze. I choć kostiumy aktorek są równie pieczołowicie odtworzone, bledną w zestawieniu z męską fantazją – być może też dlatego, że producenci nie starali się ukrywać rzeczywistości skrytej za seksownymi detalami stylu lat 70., takiej jak pięty zsuwające się ze zbyt wąskich i zbyt wysokich sandałów na szpilkach czy za krótkie spódnice, wywołujące zażenowanie przy bardziej swobodnym ruchu. Pod względem stylu mężczyźni zdecydowanie wygrywają. Serial stworzył były reporter policyjny David Simon, który porzucił dziennikarstwo na rzecz pisania książek i scenariuszy – w tym znanego serialu „The Wire” (2002–2008) – co budzi zaufanie co do autentyczności pokazywanych na ekranie realiów. Jego współpracownikiem jest pisarz i scenarzysta George Pelecanos, z którym Simon poznał się podczas tworzenia „The Wire”. To zahartowane w bojach duo gwarantuje znakomitą dynamikę akcji i świetne, pogłębione postacie, których losy warto śledzić w niedzielne wieczory. |