Obieżyświat

Tu byłem. Tony Halik, Mirosław Wlekły, Agora SA, 2017

Mirosław Wlekły przedstawia nam obraz człowieka, którego znała i ubóstwiała niemal cała Polska. Człowieka historię, eksplorującego różne zakątki ziemi, nie tylko dla siebie, ale również dla innych. Podróżowanie to było jego życie, którym potrafił się podzielić z innymi, zarazić ich swoją pasją.

 

Tekst: Kuba Wojtaszczyk

 

W dzisiejszej Polsce Tony Halik to postać sentymentalna. Dzięki niemu i Elżbiecie Dzikowskiej Polki i Polacy chociaż na chwilę mogli uciec od komunistycznej rzeczywistości. Uciec do światów niezwykłych, odległych, często dzikich i z pozoru niebezpiecznych. Filmy, pamiątki z podróży oraz opowieści sprawiały, że cotygodniowe spotkania z programem Pieprz i wanilia cieszyły się ogromną popularnością, tak wielką, że sami prowadzący nie mogli w nią uwierzyć. Teraz losy podróżnika możemy poznać dokładniej, a to dzięki biografii Tu byłem. Tony Halik autorstwa Mirosława Wlekłego. Książka zaczyna się od końca, czyli od chwili, gdy Elżbieta Dzikowska poznała Halika w Ameryce Południowej. On miał żonę, ona męża. Jednak miłość do podróżowania zbliżyła ich na tyle, że postanowili być razem mimo wszystko. Co prawda Tony przeprowadził się do Polski, ale dzięki podwójnemu obywatelstwu nadal mógł gnać za przygodą i pracować dla zagranicznej telewizji. Dzikowska, kiedy tylko otrzymywała pozwolenia, wyjeżdżała wraz z partnerem.
Każda wersja programu, bo było ich trzy (Tam, gdzie pieprz rośnie, Tam, gdzie rośnie wanilia i – wspomniana już – Pieprz i wanilia) w TVP biła rekordy popularności. Telewidzowie nie tylko biernie śledzili losy podróżników, ale też pisali listy. A tych przychodziło setki tysięcy – jak mawiał Halik. Chciałabym się dowiedzieć, co muszę ukończyć, aby móc podróżować po świecie, i jaki obrać zawód (…); Zwracam się z gorącą prośbą o zrobienie mnie przysługi i poinformowanie, czy miałabym szansę wyjechać z Polski gdzieś do ciepłych krajów (…).; (…) czy mogliby państwo zabrać mnie na jakąś podróż ze sobą? – pojawiało się w korespondencji. Głód wyprawy i wyrwania się, który Halik i Dzikowska wyzwalali, był ogromny. Mirosław Wlekły pokazuje dlaczego. Perfekcyjność, pasja, upór, autentyczność – to wszystko złożyło się na sukces programów, jak i samego duetu globtroterów. Jednak autor omawianej biografii nie tylko posługuje się peanami na cześć, lecz również, a może przede wszystkim, podąża drogą Halika, odwiedza miejsca, które i on odwiedzał, rozmawia z jego przyjaciółmi i ze współpracownikami. Niewątpliwie pomogła również Elżbieta Dzikowska, dzieląc się z Wlekłym domowymi pamiątkarskimi arkanami, udostępniając niektóre listy i prywatne zdjęcia. Czytając Tu byłem…, widać pracę wykonaną przez reportażystę, co jeszcze bardziej uatrakcyjnia lekturę. Książkę, prócz suchych faktów, przepełniają anegdoty, którymi Halik sypał jak z rękawa. Jedna z barwniejszych historii opowiada o tym, jak podróżnik dostał wyrok śmierci za tropienie amerykańskiego sekretarza stanu w Acapulco, bo w filmie pokazał triki mafii, włącznie z płatnym morderstwem. Wzburzeni mafiosi mieli zabić Tony’ego, gdy ten tylko postawi nogę w Acapulco. Wszystko oczywiście dobrze się skończyło, a sam zainteresowany opowiadał: „Okazało się jednak, że mój film zrobił taką doskonałą propagandę Acapulco, że w trzy tygodnie później dostałem inny list – zapraszający mnie do Acapulco na koszt mafii, żebym spędzić sobie tydzień, bez kamer”. Takich opowieści w książce Wlekłego jest znacznie więcej. Czy Halik je wymyślił? Być może, ale to nie ma większego znaczenia, bo dodają kolorytu, dopełniają opisywaną postać. Bohater wyłania się z tych anegdot i wspomnień. Pierwszy rozdział stanowi bazę. Jest dekonstrukcją popularności i magnetyzmu Tony’ego Halika. W kolejnych cofamy się w jeszcze dalszą przeszłość. Druga część to okres rozciągający się od końca wojny i trwający do połowy lat 70. Tutaj dowiadujemy się, że przyszły podróżnik był najczęściej strącanym pilotem II wojny światowej. „O swoich wojennych przygodach Halik opowiadał znajomym i dziennikarzom w wielu wywiadach. Że pilotował spitfire’y. Że był najmłodszym pilotem w całym RAF-ie (…) Że umierał z nudów w brytyjskim szpitalu, więc pisał listy do przyjaciela. Że listy drukował brytyjski magazyn humorystyczny (…) Że dzięki temu rozpoczął karierę dziennikarską. Że strzelając do niemieckich myśliwców, jednocześnie uczył się filmowania (…)” – donosi Mirosław Wlekły. W tej części poznajemy też Pierrette Andrée Courtin, która udzieliła Halikowi schronienia po wojnie, i z którą ten ożenił się i miał syna. Podobnie, jak później z Dzikowską, podróżował z Pierrette. W końcu zamieszkali w Meksyku. W rozdziale drugim Wlekły tworzy bardzo ciekawą klamrę, łączącą obie kobiety Halika. Pokazuje bowiem, że stały na równi z głodem Tony’ego do odkrywania, wojaży. Kolejne dwa rozdziały to młodość… Mieczysława, bo tak naprawdę miał na imię Tony, oraz czasy II wojny światowej. Opowieść równie fascynująca, jak pierwsza, podróżnicza część. Mirosław Wlekły w Tu byłem. Tony Halik przedstawia nam obraz człowieka, którego znała i ubóstwiała niemal cała Polska. Człowieka historię, eksplorującego różne zakątki ziemi, nie tylko dla siebie, ale również dla innych. Podróżowanie to było jego życie, którym potrafił się podzielić z innymi, zarazić ich swoją pasją. Tę pasję widać, gdy przemierzamy kolejne strony biografii, trochę tak, jakbyśmy wędrowali, pływali i latali z Tonym Halikiem, Elżbietą Dzikowską i Pierrette Andrée Courtin.|