Teatr nie potrzebuje dekoracji

TEKST: BEATA BRZESKA
ZDJĘCIA: KRZYSZTOF BIELIŃSKI

Z Dorotą Kołodyńską, scenografką i kostiumografką, rozmawiam o budowaniu
światów scenicznych, magii teatru, premierze Bastien i Bastienne w Polskiej
Operze Królewskiej i o tym, dlaczego nie lubi słowa dekoracje.

Scena Polskiej Opery Królewskiej to chyba wyzwanie dla scenografa, nie jest zbyt duża…
To, że nie jest duża, to najmniejszy problem, chociaż trzeba wziąć pod uwagę jej rzeczywiście skromne możliwości. Jest jednym z kilku zachowanych w Europie teatrów historycznych, prawdziwe muzeum, i w związku z tym trzeba odnieść się z całym pietyzmem do tej architektury. W żaden sposób nie można inwazyjnie ingerować w przestrzeń sceny. Każdy element musi mieć atest przeciwpożarowy, każdy ciężar jest precyzyjnie wyliczony itd. To bardzo delikatna konstrukcja, a teatr ten należy już do
ważnego europejskiego dziedzictwa historycznego Europy. To, co na innych scenach zazwyczaj jest normą – np. liczne zmiany miejsc akcji z użyciem nowoczesnych rozwiązań technologicznych – tutaj nie znajduje zastosowania.

Jak sobie Pani z tymi ograniczeniami poradziła, projektując scenografię dla Bastien i Bastienne?
Spektakl ma charakter kameralny, na scenie są trzy postaci i wprowadzony przez reżysera, Jarosława Kiliana, mag, którego kreuje słynny iluzjonista Maciej Pol. Nawet gdybym dysponowała dużymi środkami technicznymi, prawdopodobnie nie zdecydowałabym się ich użyć. Tej muzyce służy prostota. To nie może być przedekorowane. Mój świat sceniczny budowany jest oszczędnymi środkami, jednak wyraźnie nawiązującymi do XVIII wieku, na przykład do ówczesnej grafiki. Reżyser oparł swoją wizję na swoistym dialogu z XVIII-wieczną filozofią. Ta filozofia wyraża wiarę w moc człowieka i jego panowanie nad światem, nad naturą, a także ludzkimi emocjami. Trochę chciałam się do tego odnieść, ale w sposób
aluzyjny. Duży nacisk położyłam na kostiumy, których projektowanie było dla mnie przyjemnością. Oparłam się na konwencji ubiorów końca lat 60-tych XVIII wieku. Ale nie są to stricte historyczne kostiumy, raczej rodzaj „wariacji na temat”.

Jesteśmy świeżo po premierze. Jakie wrażenia?
Pozytywne, mieliśmy sporo dzieci na widowni. To lekka, zabawna historia z muzyką 12-letniego Mozarta. Młodzi ludzie patrzyli jak zauroczeni, zasłuchani i przejęci. Dało nam to dużo satysfakcji.

Scenografia, a wraz z nią kostium, to dla widza inspiracja czy sugestia realnego świata?
Praca nad spektaklem to zmaganie się z wieloma niełatwymi problemami interpretacyjnymi, inscenizacyjnymi i plastycznymi. Rzadkością jest dziś scenografia
wchodząca w konwencję realistycznego odtwarzania. XIX-wieczny weryzm jest jednak świadomie praktykowany w niektórych współczesnych inscenizacjach, np. oper Verdiego, których smak polega właśnie na tym, że stanowi niemal dosłowne odwzorowanie pewnego wycinka świata. Nigdy jednak nie powinna być to tylko pusta, nie wnosząca istotnych znaczeń dekoracyjność, ograniczająca możliwość uniwersalnego odczytania dzieła. Ogromny temat do dyskusji, czym jest konwencja i na czym polega tajemnica zbiorowego przeżycia realnego kontaktu z bliską i niepowtarzalną rzeczywistością teatralną jaką jest
spektakl.

 

0.00 średnia ocena / 0 głosów

Podziel się swoją opinią

Please enter your comment!
Please enter your name here

Solve : *
26 + 6 =