O swojej pracy, kontynuacji młodzieńczego hobby mówi, że z ekonomicznego punktu widzenia nie jest zbyt racjonalna, ale daje radość. Robienie czegoś od podstaw, bardzo powoli, własnymi rękami, to ogromna przyjemność i satysfakcja. Powstaje coś, co może znaczyć więcej niż sam przedmiot – opowiada założyciel i właściciel firmy Kłosy, Piotr Jędras.

 

Wysłuchała: Beata Brzeska

 

Noże to moje hobby od co najmniej 15 lat. Zaczęło się od odtwórstwa historycznego i rekonstrukcji broni, kubków, łyżek. To była świetna zabawa, którą musiałem porzucić na kilka lat, ale pamięć przyjemności pracy rękami została i po latach do niej wróciłem. Pierwotnie robiłem rekonstrukcje noży historycznych, a potem zająłem się tematem noży kuchennych.
Zawód wytwórcy noży wymarł w formie opartej na wiedzy cechowej – wyparła go produkcja przemysłowa. Wytwórcy tacy jak my stoją obok tego przemysłu. Z jednej strony nie ma od kogo uczyć się fachu, a z drugiej mało kto szuka takiej zorganizowanej nauki. To bardziej pasja niż zawód, intrygująca forma wyrazu twórczego i samorealizacji – tego się nie da nauczyć. Szukamy wartości i spełnienia w krótkich seriach, nietypowych rozwiązaniach i projektach.
Zrobienie noża wymaga dobrej znajomości dwóch podstawowych materiałów – ostrze to świat stali, rękojeść to świat drewna. Dwie złożone i fascynujące dziedziny. Dużą pracą domową na początku było zrozumienie stali – jak się w niej pracuje, jak ją hartować, jakie są gatunki, które są lepsze, dlaczego i których użyć, do jakich ostrzy.
Projektowanie noży i architektura, którą studiowałem, nie są wcale tak odległe. Jest różnica skali i złożoności, ale narzędzia projektowe i sposób myślenia są podobne. Przydaje się znajomość programów graficznych, modelowania 3D, umiejętność rysowania, pojęcie techniczne, pewna dyscyplina myślenia w projektowaniu – dają mocny fundament. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że ta mniejsza skala i możliwość kontrolowania całego procesu od pomysłu do produkcji, pozwala cieszyć się nim bardziej, niż w złożonych projektach realizowanych w dużych zespołach.
Zrobienie dobrego noża wymaga czasu i ten czas kosztuje. Cieszymy się, że jest dużo ludzi, dla których nasza praca ma wartość. Działamy w niedużej skali, to nas ogranicza biznesowo, ale dzięki temu mamy bezpośredni kontakt z klientami – co bardzo sobie cenimy. Dostając od nich pozytywny odzew, mamy poczucie, że dajemy ludziom coś dobrego i ważnego, a jednocześnie możemy rozwijać własne pasje i firmę.
Autorski projekt noży inspirowanych żeglarstwem robiłem na zamówienie dla restauracji. Całą część twórczą, rysunki, prototypy (w tym te nieudane) zrobiliśmy na własny koszt. Gdybym wpisał ten czas w cenę, myślę, że klient nigdy by się nie zdecydował. Z biznesowego punktu widzenia to naiwność, ale nie zawsze Excel rządzi. Przy okazji pracy nad tym projektem, wymyśliłem kilka innych noży – nigdy by nie powstały, jeśli bym się go nie podjął.

Czasem bliżej nam do sztuki użytkowej, którą nie każdy potrafi docenić. Nasi klienci szukają przedmiotów, dodających jakości codziennemu życiu. Robimy noże na indywidualne zamówienia, często we współpracy z klientem, wybieramy stal, szlify ostrza. Rzemiosło dostało teraz wiatru w żagle – rośnie grupa odbiorców, która może sobie na nie pozwolić nie tylko finansowo, ale i mentalnie – docenia rzeczy tworzone ręcznie, jednostkowo, powoli, rzetelnie i odpowiedzialnie. Nie każdy widzi w tym wartość.
Dobry nóż to zadbany nóż. Dlatego dbamy, żeby posiadacz naszych noży wiedział, jak je przechowywać, ostrzyć, konserwować, na czym kroić. Staramy się zaangażować użytkownika personalnie, stworzyć rodzaj więzi i poczucia odpowiedzialności za narzędzie, przekonać do traktowania noży z szacunkiem i dbałością. Jedynie to gwarantuje pełne wykorzystanie możliwości tak delikatnych narzędzi. Wielu klientów graweruje na nożu swoje imię, inicjały, daty, motto życiowe, co dodatkowo buduje z nim emocjonalną więź.
Na warsztatach robienia noży, które prowadzimy, ludzie zauważają, że mają ręce i mogą nimi zrobić coś wartościowego. I to jest zaraźliwe. Kiedy widzę, jak tworzą później własne projekty, rozwijają się, często korzystając z naszej pracowni, to mam duże poczucie spełnienia – lubię dzielić się wiedzą i umożliwiać ludziom odkrywanie potencjału własnych rąk. Noże to dobry pretekst.
Myślę, że urok współczesnego rzemiosła polega na tym, że nie ma zasad. Pasjonaci i samoucy robią to, co chcą tak, jak chcą. Podstawą utrzymania się na rynku jest jakość oferowanych produktów i obsługi, a to oceniają sami klienci. Nie określa jej żaden dyplom czy certyfikat jak dawniej. Trudno znaleźć cechy definiujące, czym jest nowe rzemiosło, do którego się zaliczamy. Im bardziej się poznaje to środowisko, tym trudniej znaleźć wspólny mianownik.Współcześni rzemieślnicy lawirują pomiędzy sztuką i fascynacją a prowadzeniem biznesu. Muszą „skleić” odległe sposoby myślenia i dwie motywacje – Excel i radość tworzenia.
Robienie wielkich pieniędzy to nie jest nasza motywacja, choć oczywiście żyjemy z robienia noży. Ważne dla nas jest to, że możemy spędzać razem czas i robić coś,
co lubimy. Mamy szczęście prowadzić proste, ale satysfakcjonujące życie i staramy się nim dzielić z naszymi klientami, uczestnikami warsztatów. Nasza praca to dobry pretekst do mnóstwa interakcji i dzielenia pozytywnych emocji.
Jeden z naszych klientów powiedział, że jest dumny, bo kiedy za trzysta lat odkopią resztki naszej cywilizacji, to znajdą w Polsce nóż Kłosów. To nam uświadomiło, że jesteśmy częścią współczesnej kultury materialnej. To znak czasów, że możemy ręcznie wytwarzać noże i z tego żyć. Kilkanaście lat temu to było jeszcze trudne, a za kolejne dwadzieścia może znowu będzie niemożliwe.
Dlaczego Kłosy? To z sentymentu do miejsca, w którym się wychowałem – Złotokłosu – tam zaczęła się przygoda z nożami. Podobała mi się też zawsze literka Ł – tak bardzo polska. Kiedy adresuję wysyłkę noży za granicę, cieszy mnie ona tym bardziej. |