O wampirach, o roli ambasadora polskiej kultury i o nowym balecie Nasz Chopin, którego premiera odbędzie się 17 listopada w Teatrze Wielkim, rozmawiamy z dyrektorem Polskiego Baletu Narodowego, Krzysztofem Pastorem.


Tekst: Jansson J. Antmann

 

Choreografią Krzysztofowi Pastorowi udaje się zrobić to, czego nie potrafią słowa. Ostatni raz spotkaliśmy się dwa lata temu, przed premierą Burzy w Warszawie. Rozmawiamy w Perth, kiedy rozpoczyna pracę nad wznowieniem swojego kolejnego baletu I przejdą deszcze…

Dracula, fot. Jon Green

Tegoroczna światowa premiera Draculi już za nami. Publiczność i krytycy w Perth w Zachodniej Australii byli zachwyceni. Od czasu opublikowania Draculi w 1897 roku, pojawiło się ponad 200 wersji filmowych, ale tylko kilka adaptacji teatralnych, z których większość przedstawiała opowieść w formie groteski. Jakie było twoje podejście do adaptacji powieści Brama Stokera?
To kwestia osobistego gustu i intuicji. W takich przypadkach zawsze istnieje duże ryzyko powielania stereotypów, których świadomie starałem się unikać. Chciałbym podkreślić, że nad librettem pracowałem z Pawłem Chynowskim, który również jest autorem libretta do Casanovy w Warszawie i naszego warszawskiego Jeziora Łabędziego.

W Draculi starałem się znaleźć sposób na odejście od typowego kontekstu gotyckiego. Fascynowały mnie dwie postaci kobiece: Mina i Lucy. Obydwie są bardzo świadome, rozbudzone seksualnie. Mina jest reinkarna-cją żony Draculi, Elizabeth. Jego miłość do niej przetrwała wieki i budzi w Minie coś nieoczekiwanego. Jest to potrzeba czegoś, czego jej narzeczony, Jonathan, nie może spełnić. Wiktoriański świat opisany przez Brama Stokera to świat seksualnie stłumionych mężczyzn i sfrustrowanych seksualnie kobiet. Mój Dracula
nie jest o kłach i wysokich kołnierzach. Unikałem krwi. W rzeczywistości użyłem jej tylko raz, jako symbolu miłosnego połączenia Miny i Draculi. Chciałem zrobić coś romantycznego.

I komercyjnego?
Tak, jest to niezaprzeczalnie komercyjne i inne od postępowej holenderskiej szkoły choreografii, z którą zazwyczaj jestem kojarzony. Chciałem opowiedzieć historię nie tylko poprzez taniec, ale także poprzez aktorstwo. To była wspaniała okazja, by zrobić coś innego.

Dracula, fot. Jon Green

Jesteś kimś więcej niż choreografem. Poprzez wybór muzyki stałeś się ambasadorem polskiej kultury. 
To mój zawód, moja pasja, coś, w co wierzę. Poprzez muzykę Góreckiego starałem się spojrzeć na nas samych, również na naszą historię. Do Draculi wybrałem muzykę Wojciecha Kilara, aby stworzyć atmosferę dwóch światów – społeczeństwa londyńskiego i świata wampirów.

Vladimir Yaroshenko w I przejdą deszcze… choreografia Krzysztof Pastor, Polski Balet Narodowy, fot. Ewa Krasucka

Te balety, podobnie jak wiele innych, które stworzyłeś, były pokazywane na niemal każdym kontynencie. Prawdopodobnie dzięki temu, wielu widzów po raz pierwszy spotkało się z muzyką tych kompozytorów.
Móc dzielić się z publicznością taką wspaniałą muzyką to dar. Prawdą jest, że w Draculi projektanci kostiumów i dekoracji, Phil R. Daniels i Charles Cusick Smith, pomogli stworzyć atmosferę różnych światów, w których dzieje się akcja. Natomiast w I przejdą deszcze… scena była praktycznie pusta. Muzyka Góreckiego i Kilara jest bardzo wyrazista, emocjonalna. Nadaje się znakomicie do tańca. Pejzaż dźwiękowy zastępuje krajobraz i jest to ogromna przyjemność i zaszczyt móc pracować z ich utworami muzycznymi.

Z australijskiej prasy dowiedziałem się, że byłeś przyjacielem Kilara.
Nie jest to niestety prawda. Nie wiem, dlaczego ktoś tak napisał. Spotkałem Kilara raz, kiedy byłem młodym tancerzem w Polskim Teatrze Tańca w Poznaniu. To było 40 lat temu. Tańczyliśmy jego Krzesanego, którego nazwa pochodzi od tańca z Podhala. Jestem fanem jego muzyki, sposobu w jaki wykorzystuje elementy polskiego folkloru. Choć ludzie spoza Polski zapewne tych elementów nie rozpoznają, ale to właśnie one czynią jego muzykę bardziej niezwykłą i specyficzną. To oczywiste, że Kilar uwielbiał polskie góry i ich atmosferę, znajduje to odzwierciedlenie na przykład w jego poemacie symfonicznym Kościelec 1909. Wykorzystuję ten utwór do sceny w zamku Draculi.

Po premierze Draculi w Perth, poleciałeś do Wilna przygotować kolejną premierę, Cudownego Mandaryna, z muzyką Béli Bartóka.
Jestem dobrej myśli. Cały czas idziemy do przodu, zarówno jeśli chodzi o warstwę techniczną, jak i interpretacyjną, która tutaj też jest bardzo ważna.

Tancerze z Litewskiego Teatru Narodowego Opery i Baletu podczas prób Cudownego Mandaryna, fot. Martynas Aleksa

Teraz wróciłeś do Warszawy. I przejdą deszcze… powróci na scenę Teatru Wielkiego pod koniec października. Po nim, w listopadzie, Nasz Chopin. Oba są wystawiane w ramach obchodów 100-lecia odzyskania niepodle-głości. Czy balety będą się uzupełniać?
W pewnym sensie tak. Pracując z muzyką polskich kompozytorów zawsze myślę o sytuacji w Polsce, która dla mnie jako Polaka, jest bardzo ważna.

Maksim Woitiul w I przejdą deszcze… choreografia Krzysztof Pastor, Polski Balet Narodowy, fot. Ewa Krasucka

Jaka jest Twoja nowa wizja choreograficzna Koncertu f-moll Chopina?
Jako choreograf muszę wyrazić siebie. W naszych przedstawieniach element polski i polskości jest obecny i bardzo ważny. Jesteśmy jednak Baletem Narodowym, a nie Baletem Nacjonalistycznym, i dlatego chcę uniknąć patriotycznego stereotypu zwykle związanego z Chopinem. Pracuję więc z czterema kolorami. Biały oznacza idealizm, czystość i wolność. Czerwony jest oczywisty – ogień, namięt-ność, krew i wojna, ale to także kolor symbolizujący miniony system. Czarny też oczywisty – moc, strach i śmierć. A potem jest złoto – blichtr, który przedstawia konsumpcjonizm, utratę przekonań, ideowości. Ostatnio rozmawiałem z człowiekiem, którego bardzo cenię, i który jest znawcą twórczości Chopina. Mówiliśmy o tym, jak bardzo muzyka Chopina jest polska, ale również jak bardzo uniwersalna i przynale-żąca do całego świata, stąd tytuł wieczoru Nasz Chopin. Jest niezwykła, natchniona, piękna i wypełniona – w sposób naturalny, niepompatyczny – polskością. Mówiąc o stereotypach mój rozmówca powiedział, że często nam Polakom wydaje się, że my jesteśmy jak muzyka Chopina, piękni i czyści, a tak nie zawsze jest. Chyba muszę się z nim zgodzić. Wiem, że ten chopinowski projekt jest ryzykowny, ale wydaje mi się, że tworząc nowe przedstawienia dobrze jest podejmować ryzyko. No i oczywiście jest to zupełnie inny spektakl niż Dracula.

Ostatnim razem, kiedy się spotkaliśmy powiedziałeś, że chciałbyś kiedyś zająć się musicalem. Czy nie byłoby to większym ryzykiem?
Prawdopodobnie. Nadal jednak chcę go zrobić… pewnego dnia.

Krzysztof Pastor podczas prób Nasz Chopin, Polski Balet Narodowy, fot. Ewa Krasucka

 


No-frills Chopin

Krzysztof Pastor’s Notre Chopin will premiere at the Grand Theatre in Warsaw on 17 November. We meet the director of the Polish National Ballet to talk about this new work, his role as Polish cultural ambassador… and vampires.

 

Text: Jansson J. Antmann


Through dance, Krzysztof Pastor succeeds where words fail. We last met before the premiere of TheTempest in Warsaw. We catch up after the world premiere of Dracula, which impressed Perth audiences and critics alike.

'Dracula’ WA Ballet Production 2018 – Photography © Jon Green

Since Dracula was first published in 1897, there have been over 200 film versions, but only a handful of theatrical adaptations, most of which reduced it to a parody. What was your approach to adapting Bram Stoker’s novel?
With this kind of subject there’s a big risk of cliché, which I consciously tried to avoid. It’s a question of personal taste and intuition. I should point out that I worked on the libretto with Paweł Chynowski, who also wrote the libretto for Casanova in Warsaw and Swan Lake which we staged in Warsaw. In the case of a Dracula, I tried to find a way of tempering the typical Gothic context.

I was fascinated by the two female characters of Mina and Lucy. They are very conscious of the world around them and sexually aware. Mina is a reincarnation of Dracula’s wife, Elizabeth. His love for her has survived the centuries and awakens something unexpected in Mina. It’s a need that her fiancé, Jonathan, cannot fulfil. Bram Stoker’s Victorian society is a world of sexually repressed men and sexually frustrated women. My Dracula isn’t about fangs and high collars. I avoided blood. In fact, I only used it once to symbolise the true love between Mina and Dracula. I wanted to do something romantic.

And commercial?
Yes, it’s undeniably commercial and a departure from the progressive Dutch school of choreography, with which I’m usually associated. I wanted to tell a story, not only through dance but through acting as well. It’s been a lovely opportunity to do something different to what I normally do.

'Dracula’ WA Ballet Production 2018 – Photography © Jon Green

You are more than a choreographer. Through your choice of music you’ve become an ambassador of Polish culture.
I simply do my job and pursue my passion. It’s something I believe in. Through Górecki’s music, I’ve tried to examine who we are and our history. In Dracula I chose the music of Wojciech Kilar to create the atmosphere of two worlds – the world of London society and the world of the vampire.

Vladimir Yaroshenko in And the Rain will Pass… by Krzysztof Pastor, Polish National Ballet, fot. Ewa Krasucka

Like so many of your other works, these ballets have been seen on nearly every continent. For many audiences, this was probably the first time they had encountered these composers.
Being able to share such wonderful music with audiences through my work is a gift I value greatly. True, the designers Phil R. Daniels and Charles Cusick Smith helped create the atmosphere required for the different worlds of Dracula, however in And the Rain will Pass… the stage was virtually empty. The music of Górecki and Kilar is very expressive and emotional. It lends itself perfectly to dance. Soundscape replaces landscape and it’s an incredible pleasure and privilege to be able to work with it.

I read a mention in the Australian press that you were Kilar’s friend.
Unfortunately it’s not true. It’s a misunderstanding and I’m not sure why they wrote that. I only met him once, when I was a young dancer at the Polish Dance Theatre in Poznań. That was 40 years ago when we performed his Krzesany, which is named after a dance from the Podhale region. I am a fan of his music and the way he uses elements of Polish folklore, which are no doubt lost on people outside Poland. Nevertheless, it provides a very unique and unusual foundation for his work. It’s clear that Kilar loved the Polish mountains and their atmosphere. This is reflected, for example, in his symphonic poem Kościelec 1909. I use it for the scene in Dracula’s castle.

Immediately after the premiere of Dracula in Perth, you flew to Vilnius to prepare for another premiere of The Miraculous Mandarin with music by Béla Bartók. How’s it coming along?
I’m very positive about that. We are making good progress both in terms of technique and interpretation, which is very important.

Dancers from the Lithuanian National Opera & Ballet Theatre during rehearsals for The Miraculous Mandarin. fot. Martynas Aleksa

Now you’re back in Warsaw. And the Rain will Pass… will return to the stage of the Grand Theatre at the end of October. It will be followed by Notre Chopin, which will premiere on 17 November. Both are part of the celebrations of the 100th anniversary of the re-establishment of the Polish state. Will the two dance pieces complement each other?
Yes, in a sense. When I work with the music of Polish composers, I find associations to things that are important to me as a Pole.

Maksim Woitiul in And the Rain will Pass… by Krzysztof Pastor, Polish National Ballet, fot. Ewa Krasucka

What can we expect from your new choreographic take on Chopin’s Piano Concerto in F minor?
As a choreographer, I have to express myself. In our performances, the Polish element and the essence of what it is to be Polish are ever-present and important. However, we are the National Ballet, not the Nationalist Ballet, and therefore I want to avoid the patriotic stereotype usually associated with Chopin. Instead I’m working with four colours. White represents idealism, purity and freedom. Red is obvious – fire, passion, blood and war, as well as the colour that symbolizes our previous regime. Black is also obvious – power, fear and death. And then we have gold – the tinsel theatre presents consumerism, as well as the loss of belief and ideology. I recently had a conversation with somebody for whom I have a great deal of respect. In a sense, he is an expert on Chopin. We talked about how Chopin’s music is Polish on the one hand, while on the other it is universal and belongs to the whole world; hence the title of our double-bill, Our Chopin. His music is unusual, inspired and beautiful. Somehow it manages to be naturally and unpretentiously Polish. Speaking of stereotypes, my conversation partner pointed out that we Poles like to think that we are beautiful and pure like Chopin’s music, but that is not always the case. I think I have to agree with him. I know that this project is risky, but one has to take risks when creating a new work. And of course, it’s nothing like Dracula.

Last time we met, you said you would like to work on a musical one day. Wouldn’t that be a bigger risk?
Probably, however I still want to do it… one day.

Krzysztof Pastor at His Majesty’s Theatre in Perth, fot. Jansson J. Antmann