Andrzej Kosendiak

Poszukiwanie Muzyki

zdjęcia: Łukasz Rajchert

O serii płytowej poświęconej polskiej muzyce dawnej z Andrzejem Kosendiakiem,
dyrektorem Narodowego Forum Muzyki, rozmawia Marcin Majchrowski.

Seria z muzyką dawną to pana misja, powinność czy pasja?
Bez pasji nie wyobrażam sobie życia. W sztuce nie da się oprzeć wyłącznie na kalkulacji. Poza tym plany bardzo rzadko objawiają się w wersji ostatecznej i kompletnej. Na początku była jedna płyta z muzyką Grzegorza Gerwazego Gorczyckiego. Kiedy się okazało, że dobrze nam się razem nad nią pracuje, była druga. Później powstało przekonanie, że tworzymy coś ważnego. Muzyką dawną zacząłem się zajmować w latach 80. Wtedy znaliśmy Gorczyckiego, Mikołaja Gomółkę – ale ledwie kilka psalmów – Adama Jarzębskiego, Marcina Mielczewskiego, Ludomira Różyckiego. Wracam do nich po latach i nagle z muzykami odkryliśmy niezwykły świat i… dopadła nas misja. Wazowie mieli niezwykłą kapelę, na której czele stał Marco Scacchi, a w niej Marcin Mielczewski, Adam Jarzębski, Bartłomiej Pękiel i wielu innych. Prawdziwa potęga muzyczna tamtych czasów. Dlaczego tego nie podkreślać? Przekonałem się, że możemy tę muzykę z pasją wykonywać, że nas fascynuje. Teraz szukam okazji, by zarażać nią innych.

Ta pasja trwa już przeszło trzydzieści lat. Czy przez ten czas zmieniło się spojrzenie na polską muzykę dawną?
Niewątpliwie tak. Radykalnie zmieniła się nasza świadomość i wiedza na temat przeszłości muzycznej. Chociaż należy pamiętać o fundamentalnych dokonaniach wcześniejszych pokoleń polskich muzykologów, np. Zygmunta Szweykowskiego. Niezwykle ważna była seria muzyki dawnej wydawana przez PWM. Dzisiaj na pewno jesteśmy w innym punkcie. Repertuar się powiększył, nagraliśmy dwie płyty z dziełami Mielczewskiego, a kiedyś w ogóle nie wiedzieliśmy, że niektóre utwory istnieją. Zostały wywiezione ze zburzonego Wrocławia…

…do Moskwy…
…a miasto było plądrowane jeszcze przez długi czas. Profesor Barbara Przybyszewska-Jarmińska dopiero pod koniec lat 90. odnalazła w Berlinie te wrocławskie zbiory; czterdzieści parę utworów, o których istnieniu nie wiedzieliśmy. Dziś wiemy też, jak ta muzyka była wykonywana. Zyskaliśmy świadomość praktyki wykonawczej, ponieważ wiemy jakimi instrumentami dysponowano. Dzięki temu mogliśmy Vesperae Dominicales nagrać w wersji hipotetycznej, wyobrażając sobie jak mogły brzmieć. Przekaz, zachowany w Kromieryżu na Morawach, nie zawiera instrumentów dętych. W odpisie gdańskim są cynki, puzony, viola grande, grupa continuo jest rozbudowana. Być może właśnie tak wykonywano je we Wrocławiu. Zrekonstruowaliśmy głosy cynków i puzonów i mamy Nieszpory w wersji wrocławsko-gdańskiej. Dzisiaj nie można wykonywać muzyki dawnej bez znajomości źródeł. My wnosimy jeszcze nasze emocje. Z jednej strony chcemy zawrzeć w wykonaniu wszystko, co było ważne dla twórcy czy dla muzyków współczesnych kompozytorowi, z drugiej strony nasze emocje i temperamenty.

 

 

0.00 średnia ocena / 0 głosów

Podziel się swoją opinią

Please enter your comment!
Please enter your name here

Solve : *
27 + 26 =