Marcin Nałęcz-Niesiołowski

MUZYKA W MOJEJ GŁOWIE

 

Marcin Nałęcz-Niesiołowski dyrygent i śpiewak, dyrektor Opery Wrocławskiej,
dyrygent gościnny Teatru Wielkiego – Opery Narodowej w Warszawie,
współpracownik Opery Krakowskiej i Teatru Wielkiego w Poznaniu,
doktor habilitowany nauk muzycznych, profesor Akademii Muzycznej
im. Stanisława Moniuszki w Gdańsku, prowadzący klasę dyrygentury
symfoniczno-operowej. Chciałoby się rzec Człowiek-Orkiestra.

TEKST: BARBARA GŁOWIŃSKA

 

Jest pan dyrektorem Opery Wrocławskiej od września 2016 roku. Czy to wystarczający czas, by móc mówić o sukcesach, realizacji założeń, by móc
posumować dotychczasowe osiągnięcia?
Mogę powiedzieć, że udało nam się zrealizować niemal wszystko to, co zaplanowaliśmy na początku – to już jest olbrzymim osiągnięciem. W pierwszym sezonie mojej kadencji wszystkie premiery doszły do skutku, z kilkoma wznowieniami było ich w sumie dziewięć
– tutaj warto wymienić Trubadura Giuseppe Verdiego, wieczór baletowy Femme fatale z muzyką Manuela de Falli i Rodiona Szczedrina i superwidowisko z Faustem Charlesa Gounoda. Kolejny sezon był nie mniej pracowity – czternaście premier, zarówno oper i baletów, jak i spektakli i wydarzeń familijnych, spośród których należy wspomnieć takie tytuły jak Fidelio Ludwiga van Beethovena, światową prapremierę Immanuela Kanta Leszka Możdżera, Via Crucis Pawła Łukaszewskiego, Kopciuszka Gioacchina Rossiniego w reżyserii Iriny Brook, I Capuleti e i Montecchi Vincenzo Belliniego czy polską prapremierę Zakazu
miłości Richarda Wagnera, a ze spektakli baletowych Eufolię/Ambulo oraz Romeo i Julię Sergiusza Prokofiewa. No i trzeci sezon, który ciągle trwa, w trakcie którego już zrealizowaliśmy kilka ważnych wydarzeń, a kolejne w tym roku ciągle przed nami.

Jaki jest ten rok pod względem programu artystycznego?
Nie tyle co rok – a sezon 2018/2019. Jest on w znacznej mierze polski, choć nie zapomnieliśmy o pozycjach ze światowego repertuaru. Nie zabrakło więc klasyki gatunku operowego, bez której nie istniałby żaden teatr operowy – Nabucco Giuseppe Verdiego, na początku roku kolejny hit, mianowicie Don Giovanni Wolfganga Amadeusza Mozarta. Przede wszystkim jednak, co musimy podkreślić – 2019 jest Rokiem Moniuszki, w dwusetną rocznicę urodzin kompozytora. My zainaugurowaliśmy obchody jeszcze w roku 2018
wystawiając najważniejszą operę Stanisława Moniuszki – jeśli nie najważniejszą operę w całej literaturze polskiej muzyki operowej w ogóle – czyli Halkę.
Reżyserii podjęła się Grażyna Szapołowska, co było wyzwaniem szalenie trudnym, ale jak się potem okazało – niezwykle trafnym. Stworzyła bowiem obraz, który bez wątpienia wpisze się w historię niezwykłych inscenizacji.

No właśnie, Rok Moniuszkowski w Operze Wrocławskiej zwraca coraz większą uwagę publiczności nie tylko w samej stolicy Dolnego Śląska lecz w całej Polsce. Skąd to zainteresowanie widzów?
Powiem tak: Rok Moniuszkowski w naszym teatrze jest kontynuacją niezmiernie dla nas ważnego realizowanego przez nas Roku Polskiego, będącego okazją do refleksji nad naszą kulturą, nad jej narodowym, ale i lokalnym charakterem oraz wartościami uniwersalnymi, trwającymi niezależnie od czasów i okoliczności – oczywiście w kontekście 100-lecia
odzyskania przez Polskę niepodległości. Zainaugurowaliśmy go premierą Krakowiaków i górali Jana Stefaniego i Wojciecha Bogusławskiego, dalej realizowaliśmy kolejno  wspomniane już premiery Immanuela Kanta Leszka Możdżera, Eufolia / Ambulo – wieczór choreografii Jacka Przybyłowicza oraz Jacka Tyskiego do muzyki Wojciecha Kilara, Henryka Mikołaja Góreckiego, Prasquala Louisa Andriessena, Króla Rogera Karola Szymanowskiego, Koncert z okazji 150. rocznicy urodzin marszałka Józefa Piłsudskiego W stronę Niepodległej, Via Crucis Pawła Łukaszewskiego, kantatę Myśląc Ojczyzna Włodka Pawlika, Wieczór polski – wieczór dwóch choreografii Emila Wesołowskiego i Teresy Kujawy do muzyki Fryderyka Chopina oraz Wojciecha Kilara. Ten wielomiesięczny projekt spotkał się z wyjątkowo dobrym przyjęciem krytyki i publiczności. Rok Polski w Operze Wrocławskiej kończyliśmy właśnie Halką, która zaraz stała się początkiem kolejnego „cyklu” – ze Stanisławem Moniuszką. Uważam, że Moniuszko zawsze zasługuje na każdą formę promocji i dodatkowego wyeksponowania.

Jaki program artystyczny obejmuje więc Rok Moniuszkowski w Operze Wrocławskiej?
Przed nami kolejne niezwykłe premiery i wydarzenia artystyczne związane z Moniuszką – kantata Widma, rzadko realizowane, zwłaszcza scenicznie, dzieło w reżyserii i inscenizacji Jarosława Freta, dyrektora wrocławskiego Instytutu Grotowskiego; Śpiewnik domowy – projekt którego nie da się w prostej formie zakwalifikować i zdefiniować, jest on bowiem
podsumowaniem wielomiesięcznej pracy amatorskiego zespołu chóralnego działającego przy Operze Wrocławskiej Amanti dell’Opera, naszego Chóru Dziecięcego, oczywiście naszego chóru zawodowego, a także publiczności, która zapewne zna wiele pieśni z bogatej spuścizny Moniuszki, choćby Znasz-li ten kraj czy Prząśniczka. Ponadto przedstawimy niemy film Konstantego Meglickiego Halka z 1930 roku z muzyką na żywo i wykonanie koncertowe Pomsty Jontkowej Bolesława Wallka-Walewskiego, której prapremiera miała miejsce w Operze Wrocławskiej 23 listopada 1970 roku.

Zapowiada się imponująco. Czy to koniec planów na dopełnienie sezonu?
Nic z tych rzeczy! Opisałem jedynie Rok Moniuszkowski w Operze Wrocławskiej, ale współczesny teatr muzyczny nie tylko Moniuszką stoi. Wspomniałem już Nabucco i Don Giovanniego, przed nami jeszcze kolejne operowe hity, zawsze będące języczkiem u wagi wśród melomanów – Faust Charlesa Gounoda, Córka pułku Gaetano Donizettiego oraz – co należy podkreślić – opera przez nas zamówiona w ramach projektu finansowanego przez Instytut Muzyki i Tańca – YemayaKrólowa Mórz Zygmunta Krauzego, realizowana na początku czerwca jako spektakl familijny. Z baletów zostaną zrealizowane – polska prapremiera Gry w karty oraz Święto wiosny Igora Strawińskiego.

Zakładam, że kontynuuje pan wieloletnią już tradycję wielkich inscenizacji operowych realizowanych w przestrzeni miasta.
Jak najbardziej podtrzymuję te wydarzenia, w pierwszym sezonie dyrekcji zrealizowaliśmy Fausta w reżyserii Beaty Redo-Dobber, rok później było Nabucco zainscenizowany przez Krystiana Ladę, natomiast w czerwcu tego roku wystawimy znów klasykę sceny operowej – Traviatę Giuseppe Verdiego.

Czy może pan zdradzić kto będzie reżyserem? Nie tyle reżyserem, co reżyserką!
Oczywiście że mogę, a nawet zrobię to z największą przyjemnością – spektakl zostanie wystawiony w koncepcji inscenizacyjnej pani Grażyny Szapołowskiej, która – jak wcześniej wspominałem – zrealizowała na naszej scenie Halkę Moniuszki. Teraz daliśmy jej większą przestrzeń sceniczną, pozwalając na jeszcze większe rozwinięcie wyobraźni, talentu i wizji.
Wszyscy jesteśmy ciekawi jej realizacji.

Słuchając pana odnoszę wrażenie, że całe pańskie życie skupia się wokół pracy w operze i jej tylko swój czas poświęca…
Kocham operę, kocham muzykę i rzeczywiście wokół nich koncentruje się moje życie zawodowe. Ponadto od października 2012 pracuję na stanowisku profesora Akademii Muzycznej im. Stanisława Moniuszki (i znów ten Moniuszko!) w Gdańsku, gdzie prowadzę klasę dyrygentury symfoniczno-operowej. Czasu na inne przyjemności pozostaje bardzo mało.

A jakie są pana zainteresowania pozazawodowe?
Jak tylko mam wolną chwilę, lubię pokonywać długie trasy na rowerze, to pomaga mi się
wyciszyć, odstresować, oderwać od problemów. Nie ukrywam jednak, że nawet w takich momentach muzyka zawsze obecna jest w mojej głowie.

Długie są te trasy, które pan pokonuje?
Tetralogia Wagnera jest dłuższa, ale i ta jeszcze przede mną… Całego Don Giovanniego dałem już jednak radę w głowie przeanalizować.|

 

 

 

Marcin Nałęcz-Niesiołowski – dyrygent, śpiewak, doktor habilitowany UMFC, od 2016 r. dyrektor Opery we Wrocławiu. Od kilkunastu lat z powodzeniem prowadzi najlepsze sceny operowe w Polsce; Filharmonię Białostocką, Orkiestrę Kameralną „Małej Filharmonii”, Filharmonię i Operę Podlaską. Laureat wielu prestiżowych nagród w konkursach muzycznych. Odznaczony Srebrnym Krzyżem Zasługi, Srebrnym Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”. Jego fonografia obejmuje 10 płyt oraz liczne nagrania muzyki filmowej i rozrywkowej. Wielki pasjonat i popularyzator muzyki operowej.

 

 

5.00 średnia ocena / 1 głos

1 KOMENTARZ

Podziel się swoją opinią

Please enter your comment!
Please enter your name here

Solve : *
16 + 6 =