Chciałbym zostać kataryniarzem

O przedwojennej Warszawie, Stanisławie Grzesiuku, jego legendarnej bandżoli, katarynkach, ulicznym graniu i Czarnej Mańce, rozmawiamy z Janem Emilem Młynarskim.

 

Tekst: Maciej Ulewicz
Zdjęcia: Kobas Laksa

 

Niedawno ukazała się trzecia płyta twojej formacji zatytułowana Sto lat panie Staśku! Warszawskie Combo Taneczne w setną rocznicę urodzin Stanisława Grzesiuka. Przypomnijmy, kim był Stanisław Grzesiuk.
Stanisław był bardem Czerniakowa i ważną postacią dla kultury miejskiej. Pochodził z rodziny robotniczej. Przed wojną lubił z kolegami wypić i przy okazji grać piosenki, nie traktując tego zarobkowo. Jako 21-latek został osadzony w obozie koncentracyjnym i zaczął zajmować się muzyką na poważnie. Założył orkiestrę „Cała Warszawa” i dzięki niej, a także innym cudownym zrządzeniom losu, udało mu się przeżyć w obozie pięć lat, aż do wyzwolenia. Wrócił do Polski w lipcu 1945 roku. Muzykując, w wyjątkowy sposób, przeniósł przedwojenny świat w ówczesne realia. Nagrał wszystkie przedwojenne piosenki, które znał i śpiewał jako dzieciak. Salonowe, podwórkowe, kryminalne, no i występował w „Podwieczorku przy mikrofonie”. Napisał trzy książki: Pięć lat kacetu, Boso, ale w ostrogach, Na marginesie życia oraz kilka opowiadań, które sprzedały się w niebotycznych nakładach. Zmarł jako 45-latek na gruźlicę. Zdecydowanie za wcześnie.

Jak trafiłeś na twórczość Stanisława Grzesiuka?
Najpierw była książka Boso, ale w ostrogach, którą przeczytałem w podstawówce. Bardzo podziałała na mnie, młodego chłopaka z Warszawy lat 80. Poza tym, wszyscy dziadkowie moich kolegów byli przedwojenni. Doświadczyłem więc trochę świata, który opisywał Grzesiuk, a potem słuchałem jego nagrań. One otworzyły mi głowę.

A kim Grzesiuk jest dla ciebie, muzyka, który w twórczości Warszawskiego Combo Tanecznego kultywuje tradycję muzycznego folkloru dawnej Warszawy?
Grzesiuk nie jest przez fachowców uważany za wybitnego muzyka i wirtuoza instrumentu, na którym grał. Ale dla mnie to punkt odniesienia, są to moje korzenie. Kolejną ważną postacią jest Ibrahim Ferrer, nieżyjący już śpiewak kubański z zespołu Buena Vista Social Club. A także hiszpański wokalista flamenco, Diego el Cigala. Stawiam tych twórców na równi. Dla mnie Grzesiuk to podwaliny i grzechem jest go nie znać.

Bandżola Stanisława Grzesiuka to instrument symbol. Główny bohater trzeciej płyty Warszawskiego Combo Tanecznego. Jak się znalazła w twoich rękach?
Instrument rzeczywiście wyjątkowy. Grzesiuk miał go już w obozie, pisze o tym zresztą w książce Pięć lat kacetu. Choć zrobiony ręcznie, i biorąc pod uwagę warunki w jakich był wykonany, ma niesamowitą jakość. Kupił go za cenę 400 papierosów, gdy 4 papierosy były ekwiwalentem obozowego bochenka chleba. Grał na tym bezcennym instrumencie przez całe pięć lat obozu. Przywiózł do Polski i nagrał na nim wszystkie piosenki. Po jego śmierci, instrument znalazł się w rękach syna Marka, a następnie wnuczki Izy Laszuk. Nawiązałem z nią kontakt kilka lat temu, szukając odpowiedzi na pytanie, co się stało z instrumentem. Zadzwoniłem, przedstawiłem i dowiedziałem się, że ma go w szafie! Poprosiłem o spotkanie, bo bardzo chciałem zobaczyć bandżolę. To jest coś więcej niż zwyczajny instrument, to symbol, atrybut życia, który pomógł Grzesiukowi przetrwać w obozie, i na dodatek fantastycznie brzmi. Zaproponowałem Izie, żeby z okazji setnej rocznicy urodzin dziadka, odrestaurować bandżolę. A potem nagrać z nią płytę w hołdzie Stanisławowi Grzesiukowi, wyłącznie z jego repertuarem. To się udało.

 

Podziel się swoją opinią

Please enter your comment!
Please enter your name here

Solve : *
20 − 11 =


This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.