Jakub Pietrzak

Z Europy Wschodniej tylko Grupa Pietrzak otrzymała możliwość sprzedaży marki Alpine. Dla Jakuba Pietrzaka to spełnienie marzeń. Rozmawiamy z nim o tym, jak będzie wyglądać wprowadzenie marki na polski rynek i kto kupi nowe Alpine.

 

Tekst: Martin Śliwa
Zdjecia: Łukasz Zandecki

 

To wy jako Grupa Pietrzak otrzymaliście pozwolenie na sprzedaż marki Alpine i jesteście w Europie najbardziej na wschód wysuniętym jej dilerem. Jak podchodzicie do tego biznesu?
Do tego projektu nie podchodziliśmy pod kątem ilości sprzedaży, zysków czy strat. Szczerze mówiąc biznes plan powstał tylko dlatego, że był on wymagany w procesie rekrutacji dilera. Od początku do końca wiedzieliśmy, że to jest projekt, który chcemy zrobić, marzymy o nim. Było to zwieńczeniem naszej pasji w sportowych samochodach. Od czasu, kiedy zaczęliśmy w latach 90. współpracę z Renault, to od małego tata pokazywał mi Alpine A110, którą uważałem i uważam za jeden z piękniejszych samochodów.
Później taki egzemplarz trafił do naszej kolekcji. Tak więc zawsze marzyłem o Alpine i w końcu udało się to marzenie zrealizować.

Jak wygląda znajomość marki Alpine w Polsce?
Żelazna kurtyna zrobiła swoje, ale mamy informacje, zdjęcia i historyczne materiały na temat Alpine, które pojawiały się w Polsce w latach 70. Poza tym Alpine w rajdach jeździli polscy kierowcy, między innymi Sobiesław Zasada, Błażej Krupa i Krzysztof Komornicki. Tak więc jakaś historia Alpine w Polsce jest. Po latach 70. tej marki raczej już w Polsce nie widzieliśmy. Tak więc na pewno czeka nas edukacja klientów, co to jest za marka, z czym się wiąże i że stoi za nią kawał historii.

Macie doświadczenie we wprowadzaniu nowych marek na polski rynek. Nie stoicie więc przed kompletnie nowym wyzwaniem…
To mógł być też jeden z argumentów, który spowodował, że to akurat my możemy zaopiekować się Alpine w tej części Europy. Upatruje dużo podobieństw w strategii i pomysłach pomiędzy markami, które reprezentujemy, czyli Alpine i Ferrari. Już się pojawia kwestia listy oczekujących, ponieważ popyt na nowe Alpine jest bardzo duży, a dostępność będzie ograniczona. Na razie wyprodukowanych zostanie kilka tysięcy sztuk.

Czego byś życzył marce Alpine?
Ja moje życzenia mam zrealizowane, bo jestem po jazdach próbnych (śmiech). Moim życzeniem było, żeby nowy model był jak najbliższy rdzenia marki i tego, co znam z klasycznego modelu z lat 70. Myślę, że udało im się to zrealizować w 100 procentach. Auto jest lekkie, świetnie się prowadzi, to jeden z tych wozów, który słucha kierowcy. Silnik jest zabudowany centralnie, przez co zupełnie inaczej czujemy ten samochód na drodze. Jest mnóstwo detali, które łączą klasykę z nowoczesnością.

Kto będzie klientem Alpine?
Będzie to ktoś, kto szuka czegoś indywidualnego, ale boi się wejść w klasyczne samochody. Jest indywidualistą, docenia dziedzictwo marki. Ci, którzy do tej pory zamówili auta, mieli pełną świadomość, co reprezentuje sobą marka Alpine.

Skąd u ciebie wzięła się pasja motoryzacji?
Dziadek tacie, tata mi, czyli mam to w genach. Dziadek miał w latach 80. warsztat samochodowy, później były salony Renault, później dochodziły kolejne marki, kolejne salony, no i dalej się rozwijamy w tym kierunku.

Najfajniejszy samochód, jakim jeździłeś?
Mam zdecydowanego faworyta. Jest nim klasyczna Alpine A110. Zresztą jak jest pogoda, to jeżdżę nią na co dzień. To auto nie tylko budzi uśmiechy na twarzach wszystkich kierowców wokół, ale również za kierownicą są niesamowite wrażenia. Przechodziłem przez Testarossę, Ferrari 308 GTB itd. Są to samochody, które inaczej wpływają na emocje, ale Alpine jest moim numerem jeden.

Jak zapatrujesz się na to, dokąd zmierza motoryzacja? Ekologia, autonomia itd.
To jest postęp i ciężko z tym polemizować. Dla mnie jest wszystko OK do momentu, kiedy nikt nie wpadnie na pomysł blokowania jazdy samochodami starymi z klasycznymi silnikami spalinowymi. Mam nadzieję, że w przyszłości do tego nie dojdzie, że ktoś doceni motoryzacyjne dziedzictwo XX wieku.

Na koniec rozmowy tradycyjnie prosimy naszych rozmówców o podanie nam ulubionego dania lub napoju. Co najbardziej lubisz?
Co do ulubionej potrawy to niezmiennie jest to Gramigna (makaron z pieczoną białą kiełbasą i górą parmezanu) przygotowywana przez Mamę Rossellę z Ristorante Montana, najlepiej zwieńczona jej słynnym tiramisu. Stołuje się u niej cały zespół Scuderia Ferrari z racji bliskiego sąsiedztwa z torem Fiorano i uważam, że ciężko o lepszy włoski obiad”. |

 

Gramigna

Za pomoc w organizacji sesji dziękujemy markom:

Podziel się swoją opinią

Please enter your comment!
Please enter your name here

Solve : *
20 + 25 =


This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.